Żądamy nie władzy nad światem lub Polską; prosimy jedynie, by w Polsce współczesnej traktowano lekarzy na równi z końmi, z „końskiego”, że tak powiem, punktu widzenia.

Prof. Mieczysław Michałowicz

http://www.oil.org.pl/res/img/img/nil/gazeta/n200703.pdf

 

https://www.worldometers.info/coronavirus/

Strona główna
Aktualności
Finanse NFZ
Archiwum.
Niepubliczni
Linki
Prawo
Leki
Procedury
Strajk
Poradnik
Druki
Kontrole
Galeria fotografii
Pisma
Federacja
Stowarzyszenie
NFZ
Forum
RODO

SNRL


SZOI

 

 

 

 

 

 

https://www.dziennikprawny.pl/pl/a/czy-lekarz-moze-odmowic-wystawienia-skierowania-na-badania

Obciążanie lekarzy kosztami badań jest bezprawne - wyrok WSA

Obciążanie lekarzy kosztami zlecanych badań diagnostycznych narusza przepisy prawa – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Podzielił stanowisko Rzecznika Praw Pacjenta, że takie praktyki mogą powodować realne zagrożenie dla pacjenta, gdyż stawiają lekarza w sytuacji potencjalnego konfliktu interesów.

sygn. akt VII SA/Wa 2173/20

 

Wypalenie zawodowe.

 

Wypalenie zawodowe dotyka coraz więcej lekarzy. To często skutek niedoborów w systemie ochrony zdrowia.

Dane wskazują, że w pewnych zawodach odsetek osób z wypaleniem zawodowym sięga nawet 70 proc. Wśród lekarzy najbardziej narażeni na nie są specjaliści medycyny ratunkowej, chirurdzy, ortopedzi, specjaliści medycyny paliatywnej oraz specjaliści medycyny rodzinnej.

Wypalenie zawodowe dotyka medyków, których praca obarczona jest dużą niepewnością, którzy wykonują swoje obowiązki pod presją czasu i są narażeni na liczne przeciążenia obowiązkami. Wzmaga je także zła organizacja pracy. Nieprawidłowość organizacji pracy nie dotyczy poziomu pojedynczej placówki, a wynika z nieprawidłowości w funkcjonowaniu systemu. Zarządzanie przychodnią leży w gestii lekarza - do systemu musi się dostosować.

Niepokoi, że wypalenie dotyka coraz młodszych lekarzy, którzy są dopiero na początku swojej drogi zawodowej.
- Lekarze publicznego sektora, nie mają wpływu na organizację systemu czy poziom biurokracji. Wypalenie zawodowe mniej dotyka lekarzy pracujących w prywatnym sektorze opieki zdrowotnej, gdzie jest dużo więcej czasu „na pacjenta” oraz mniej wyzwań w związku ze zmieniającą się rzeczywistością prawną i organizacją systemu - mówi Małgorzata Stokowska-Wojda, lekarka rodzinna w Przychodni Lekarza Rodzinnego w Łaszczowie na Lubelszczyźnie i ekspertka Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Kolejnym czynnikiem jest brak równowagi między pracą, a odpoczynkiem.
- Istotne jest jak bardzo jesteśmy obciążeni pracą i ile mamy czasu na odpoczynek czy podniesienie kwalifikacji. Okazuje się, że w małych placówkach, jakimi są w większości poradnie POZ, to ogromny problem - mówi Małgorzata Stokowska-Wojda. - Lekarze są przemęczeni. Latami nie wykorzystują urlopów i nawet chorzy – pracują, bo nie ma komu ich zastąpić. Siedem lat nie miałam urlopu. W tym roku udało mi się wyjechać na 4 dni. Nie dlatego, że nie chcę, tylko - nie mogę. Mając kontrakt z NFZ praktycznie nie mam prawa chorować ani odpoczywać - dodaje.

„Czynnikiem ryzyka” są także krzywdzące opinie na temat lekarzy.
- Opinie wygaszane przez niektórych polityków na temat lekarzy są często obraźliwe. Przez różnych decydentów jesteśmy przedstawiani jako grupa roszczeniowa. Poprawa warunków leczenia, o którą występujemy, ma na celu zapewnienie naszym pacjentom godnych warunków opieki. Jednak niedobory systemu sprawiają, że chory odreagowuje frustracje w przychodni POZ, bo jesteśmy najbliżej pacjenta. To, w konsekwencji, wzmaga wypalenie zawodowe - mówi lekarka.

Pandemia covid była dodatkowym, bardzo poważnym obciążeniem.
- Wszyscy się izolowali przez nieznanym, lekarze długo nie mieli żadnych zabezpieczeń. Nie było szczepień. Lekarze chorowali i umierali. Tak samo ich bliscy, rodzina i pacjenci. Był bardzo krótki moment aplauzu i bicia braw na stojąco. Potem uznano ich za...trędowatych - ludzie obawiali się, że to lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni- przenoszą chorobę i zarażają innych. Byli odpowiedzialni i obciążeni ponad miarę. I, co najgorsze, niewielu to doceniło – dodaje Małgorzata Stokowska-Wojda.

***
W 2019 r. Światowa Organizacja Zdrowia uznała wypalenie zawodowe za oficjalną diagnozę medyczną i wpisała je do klasyfikacji ICD-11.

Więcej na ten temat w materiale filmowym:

 

https://www.youtube.com/watch?v=msB11_Al_EU

POZ masowo wysyła do NFZ wezwania do zapłaty

Pomimo odesłania przez przedstawicieli POZ aneksów do umów z Narodowym Funduszem Zdrowia, płatnik postanowił wstrzymać wypłaty środków przeznaczonych na podwyżki dla pracowników POZ, choć te powinny być wypłacone nawet bez aneksów. Tymczasem podpisane i złożone przez przychodnie aneksy czekają w NFZ. Na co?

Przedstawiciele POZ zrzeszeni w Federacji Porozumienie Zielonogórskie zgodzili się na wszystkie punkty umowy z NFZ poza jednym. Zarówno środki przeznaczone na budżet powierzony, jak i na podwyżki nie wzbudziły sprzeciwu lekarzy. Punktem zapalnym okazała się jednostronna zmiana przez Narodowy Fundusz Zdrowia okresu wypowiedzenia umów. Lekarzom POZ zaproponowano wydłużenie okresu wypowiedzenia z 45 na 90 dni, choć decyzję podjęto bez konsultacji i wyjaśnienia przyczyn takiej zmiany. Przez 7 lat funkcjonował zapis o 45 dniach, NFZ podjął decyzję o zmianie i mimo wcześniejszych standardów wspólnego wypracowywania kompromisu w sprawach spornych, tym razem lekarze zostali postawieni przed faktem dokonanym, dowiadując się o jednostronnej zmianie… z nadesłanych przez NFZ aneksów.

„Placówki zrzeszone w Porozumieniu Zielonogórskim odesłały do NFZ podpisane aneksy do umów, jedyną zmianą było przekreślenie okresu wypowiedzenia na dotychczas funkcjonujący, ponieważ nowa propozycja nie była z nami skonsultowana i nie możemy zgodzić się na przedmiotowe traktowanie personelu medycznego. ,Nasza zgoda na pozostałą treść aneksów najwidoczniej nie została wzięta pod uwagę, ponieważ NFZ wstrzymał placówkom wypłaty, choć ta kwestia aneksów nie wymaga.Trudno nam zrozumieć, dlaczego płatnik chce ukarać pacjentów, bo przecież to oni w konsekwencji padną ofiarą zawirowań w systemie” – mówi Jacek Krajewski, Prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Szumnie zapowiadane podwyżki dla pracowników ochrony zdrowia okazują się fikcją, choć część placówek otrzymała wypłaty, ale na starych zasadach. Trudno doszukiwać się w tym postępowaniu logiki, szczególnie w dobie głośno zapowiadanych podwyżek, ale i koordynacji w POZ, która od 1 października ma stać się rzeczywistością. W obliczu bieżących wydarzeń i strategii płatnika, obawą napawa już nie tylko widmo POZ dwóch prędkości, czyli pogorszenia dostępu do opieki zdrowotnej dla pacjentów małych miast i wsi. Niepokój budzi polityka podwójnych standardów, czyli przedmiotowego traktowania środowiska medycznego i jednocześnie obarczania ich winą za błędy systemu.

Tymczasem warto przypomnieć, że za sprawne funkcjonowanie systemu odpowiadają decydenci, lekarze są tylko narzędziem. I tu warto podkreślić – narzędziem do tego, aby zapewnić bezpieczeństwo zdrowotne Polaków. Czy jednostronna zmiana aneksów, a następnie wstrzymanie wypłat zapewnia pacjentom poczucie bezpieczeństwa? „Próbujemy odpowiedzieć sobie na to pytanie, dlaczego płatnik najpierw bezprawnie traktuje lekarzy POZ, aby następnie – również bezprawnie, wstrzymać wypłaty. Wielokrotnie deklarowaliśmy chęć rozmowy. Jeśli NFZ ma inny punkt widzenia, spotkajmy się i przedyskutujmy wątpliwe kwestie. Przypominam, że żyjemy w dużym, cywilizowanym kraju, który jednak mierzy się z ogromnym kryzysem w ochronie zdrowia i logicznym wydaje się, że należy podjąć wszelkie działania, które zapobiegną jego rozwojowi. Natomiast NFZ robi dokładnie odwrotnie. Chociaż pytanie powinno brzmieć czym tak naprawdę zawinił pacjent?” – zastanawia się Wojciech Pacholicki, Wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Dzisiaj placówki masowo wysyłają NFZ wezwania do zapłaty. Czy płatnik pozwoli POZ pracować, a pacjentom poczuć się bezpiecznie? Czekamy.

„Dlaczego wypłacenie w tym roku podwyżki 4,5 proc. wszystkim świadczeniodawcom w Polsce nie wymagało aneksów, przecież w prawie nic się nie zmieniło?” – pyta Marek Twardowski, Wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

 

W 40 proc. poradni POZ zabraknie środków. Kto odpowie za śmierć małych poradni?

Czy specjaliści medycyny rodzinnej, którzy reprezentują mieszkańców zarówno dużych miast, jak i małych miejscowości, krzyczą zbyt cicho, dlatego ich głos milknie w morzu innych? Kogo interesuje los pacjenta, który w wielu miejscach w Polsce ma trudność z dostępem do specjalistyki, a za chwilę może również stracić dostęp do lekarza POZ? Po konferencji AOTMiT lekarze rodzinni z Federacji Porozumienie Zielonogórskie zadają sobie pytanie – jak powiedzieć pacjentom, że być może ich poradnia przestanie istnieć, bo akurat dla nich zabrakło środków?

Po konferencji Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji nasuwa się jeden wniosek – choć znalazły się pieniądze dla szpitali, dla specjalistów medycyny rodzinnej ich zabrakło. Zabrakło środków na leczenie milionów Polaków zwłaszcza z małych miejscowości. Od momentu, kiedy pojawiła się rekomendacja AOTMiT w zakresie finansowania świadczeń opieki zdrowotnej, gdzie przyjęto drugi wariant wyceny, drastycznie zaniżając finansowanie dla POZ, popełniając przy tym wiele błędów merytorycznych, bez konsultacji ze środowiskiem na temat ich potrzeb i możliwości oraz pomimo apelu lekarzy rodzinnych, w tym Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce i Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej, wyceny nie uległy zmianie.

„Przeprowadziliśmy ankietę wśród poradni należących do Federacji Porozumienie Zielonogórskie. Niemal 40 proc. poradni porównując koszty z czerwca i lipca dotyczące wynagrodzeń, ale też innych kosztów wynikających z galopującej inflacji, stoi przed ryzykiem zamknięcia poradni. Kto spojrzy w oczy pacjentom i powie im, że akurat dla nich zabrakło pieniędzy? To dyrekcjom placówek medycznych zarzuca się niegospodarność, ale zastanawiam się jak w takim razie nazwać brak odpowiedniego systemu finansowania, który zapewni wszystkim Polakom równy dostęp, zwłaszcza do POZ?” – pyta Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego.Trudno zrozumieć stanowisko AOTMiT, tym bardziej, że od wielu lat mówi się o przeniesieniu opieki do POZ, która to miała stać się fundamentem całego systemu i zapewnić jego stabilność. W tym celu powstało przecież szereg programów profilaktycznych, od 1 lipca wprowadza się dodatkowe badania, a wkrótce szerszy zakres opieki koordynowanej, tymczasem jednocześnie odbiera się lekarzom możliwość realizacji tych świadczeń. Problem nie wynika z braku właściwego zarządzania placówkami, ale w obliczu rosnącej w dramatycznym tempie inflacji i braków kadrowych, trudno jest pogodzić ze sobą tak wiele czynników. Jak wytłumaczyć kadrze poradni, że dla nich nie ma środków, bo… ich inflacja nie dotyczy? Przede wszystkim jednak brak środków dla poradni to brak środków dla pacjentów.
„Pacjenci stają się coraz bardziej świadomi, śledzą doniesienia medialne i rozumieją, że brakuje środków na zapewnienie im podstawowego prawa do równej i godnej opieki zdrowotnej. Moi pacjenci z małej miejscowości pytają czy nie grozi im ryzyko utraty dostępu do swojego lekarza rodzinnego. W obliczu stanowiska AOTMiT oraz Ministerstwa Zdrowia, które uważa, że POZ nie zasługuje na dofinansowanie, trudno mi patrzeć w oczy pacjentom i zapewniać ich, aby się nie martwili. Nie wiemy co będzie. Mamy kontakt z lekarzami z całej Polski, oni się boją, ale przede wszystkim boją się pacjenci. Trudno zrozumieć, że przy jednoczesnym nakładaniu coraz większej ilości obowiązków, brakuje środków na zapewnienie POZ sprawnego funkcjonowania” – dodaje Tomasz Zieliński, specjalista medycyny rodzinnej, Wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.
Trudno doszukiwać się logiki w dysponowaniu budżetem na opiekę zdrowotną, gdy z jednej strony kładzie się nacisk na opiekę w ramach POZ, a z drugiej odbiera się POZ możliwość już nie rozwoju, ale po prostu funkcjonowania. Kto odpowie za zamykanie małych poradni? Kto wytłumaczy Polakom z małych miejscowości, że są ludźmi gorszej kategorii i dla nich nie ma pieniędzy?

MINISTER HIPOKRYTA. MIJA SIĘ Z PRAWDĄ. SZUKA WINNYCH COVIDOWEJ KATASTROFY.

Wielu lekarzy rodzinnych zastanawia się nad podaniem ministra zdrowia do Sądu o zniesławienie. Adam Niedzielski panicznie szuka winnych dotychczasowej fatalnej organizacji opieki zdrowotnej podczas pandemii. Doprowadziwszy ją do chaosu, uznał, że wszystkiemu winni są lekarze rodzinni. Nie dociera do niego, że jest ich za mało, że co czwarty z nich jest przed emeryturą lub emerytem, że brakuje młodych lekarzy chętnych do ich zastąpienia.

Nie rozumiejąc tego, minister wydał rozporządzenie nakazujące lekarzom POZ zbadać osobiście każdego pacjenta po 60-tym roku życia, u którego stwierdzono zakażenie Covid. Także podczas wizyty domowej. Oczywiście musiało to spowodować zmiany w organizacji pracy przychodni.

– Nie wszyscy pacjenci wymagają przyjęcia natychmiast. Szkoda, że minister nie wie, że to my zajmujemy się profilaktyką, edukacją, medycyną naprawczą. To minister spowodował, że teraz musimy zajmować się przede wszystkim pacjentami covidowymi, a innych – często znacznie bardziej chorych – musimy ustawić w kolejkę – mówi prezes Jacek Krajewski.

Ale ministrowi nie przeszkadza to obarczać winą za kolejki właśnie lekarzy rodzinnych, których w rozmowie z dziennikarzem TVN24 Konradem Piaseckim oskarżył o lenistwo, przejawiające się m.in. w stosowaniu telekonsultacji, bez których, jak dowodzą badania – wielu pacjentów podczas pandemii byłoby całkowicie pozbawionych opieki lekarskiej.

Taką niezgodną z prawdą opinią, niesprawiedliwą i szkodzącą – środowisko medyczne lekarzy rodzinnych jest oburzone.: Minister nie potrafi dostrzec, że Covid obnażył słabe punkty systemu ochrony zdrowia - niedoinwestowanego, w którym dramatycznie brakuje lekarzy i pielęgniarek.

– Minister zdrowia, który jest ekonomistą, nie rozumie, że oprócz leczenia szalenie ważna jest profilaktyka. Gdyby profilaktyka i edukacja miały wsparcie resortu, to Niedzielski nie musiałby dzisiaj szukać winnych covidowej katastrofy. Wskazywanie lekarzy POZ jako przyczyny wszelkiego zła jest próbą przykrycia niekompetencji i braku woli politycznej w zwalczaniu epidemii – dodał Wojciech Pacholicki, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Szczególne oburzenie i niepokój lekarzy rodzinnych budzi kolejne rozporządzenie ministra z dn. 9.02.2022 dotyczące Ogólnych Warunków Umów – przewiduje ono, że zmiany zarządzeń Prezesa NFZ będą automatycznie wiązać świadczeniodawców, w tym POZ, bez konieczności aneksowania za zgodą obu stron.

– To zarządzenie jest haniebne. Minister nie skorzystał z żadnych rad. Poza tym nie przeczytał, co podpisał, bo ta decyzja dotyczy wszystkich świadczeniodawców, nie tylko POZ. A ustalanie zasad współpracy to nie szantaż, a negocjacje – twierdzi prezes Krajewski, apelując o rozsądek: Pokory panie ministrze. Skóra cierpnie, jak słyszę, że pan minister chce coś naprawiać. Rośnie społeczny dług zdrowotny. Kolejki do specjalistów są wielomiesięczne, ograniczony jest dostęp do szpitali i do operacji, ogromne są kolejki do rehabilitacji, a pan ocenia system, patrząc na jeden jego segment – na POZ.

Ministra wciąż dziwi skąd w poradniach tylu zakażonych i chorych? Przecież już ogłosił
"początek końca pandemii"… Może uznał, że podobnie jak z lekarzami, nie musi tego uzgodnić z wirusem?

 

STRAŻAK-PIROMAN

Minister Zdrowia Adam Niedzielski stał się niezwykle medialną osobą, jednak czy jest to powód do zadowolenia? A jeżeli tak to czyjego?

Niedawno środowisko lekarskie gremialnie skrytykowało rozporządzenie dotyczące konieczności osobistego badania chorych po 60 r. ż z pozytywnym testem w kierunku COVID-19 bez względu na wskazania medyczne. Tego samego zdania byli nie tylko lekarze rodzinni, których regulacja bezpośrednio dotyczy, ale również autorytety profesorskie z zakresu chorób zakaźnych. „Autorytet” Ministra zda się być ponad wszelkie autorytety. Kolejnym rozporządzeniem Minister Niedzielski postawił lekarzy POZ w roli niewolników umowy z NFZ. W krajach cywilizowanych obydwie strony umowy są pełnoprawne i na zmiany w umowie muszą się obopólnie zgodzić. Rozporządzenie pana Ministra w sprawie Ogólnych warunków umów daje Narodowemu Funduszowi Zdrowia możliwość jednostronnej zmiany umowy zwieranej z placówkami ochrony zdrowia. Świadczeniodawca (przychodnia lub szpital) nie ma nic do powiedzenia. Negocjacje nie wchodzą w rachubę. Można jedynie zrezygnować z kontraktu. Zważywszy, że poprzednie rozporządzenie Pana Ministra dotyczące wskazań lekarskich w leczeniu COVID-19 jest zupełnie od tych wskazań oderwane, tym groźniejsze wydaje się rozporządzenie o Ogólnych Warunkach Umów. To drugie grozi kompletną destabilizacją opieki nad pacjentem, jeśli tendencja do kierowania się przesłankami innymi niż logika zostanie utrzymana. Ponadto zawieranie umów, gdzie tylko jedna jej strona decyduje, jest znacznie bliżej niewolnictwa, czy feudalizmu niż demokracji.

Pan Minister Niedzielski w oburzający sposób atakuje lekarzy POZ, zarzucając „niektórym” z nich złą pracę i powołując się na „wiele” skarg, które wpłynęły na pracę przychodni. Zadziwiające, że nie pada żadne precyzyjne określenie np. „sto przychodni na ponad 20 tysięcy”, „0,5 proc. lekarzy POZ”, czy „200 skarg”. Pan Minister jako osoba z wykształceniem ekonomicznym i ścisłym umysłem powinien swobodnie operować konkretnymi danymi, zwłaszcza bez trudu dostępnymi i Ministerstwu i Funduszowi. Jako ekonomista powinien bez trudu poruszać się wśród cyfr, wiedząc, że zero jest nie tylko ważną cyfrą, ale równie ważne jest, po której stronie przecinka się znajduje. Decyzje, które destabilizują system ochrony zdrowia i podkopują jego fundamenty tłumaczy dobrem pacjenta. Znana jest historia strażaka-piromana, który podpalał domy, by potem pomagać ich mieszkańcom, gasząc pożar. Byli mu wdzięczni, nawet jak zostawali bez dachu nad głową… aż się wydało, kto doprowadził do nieszczęścia. Ostatecznie Strażak-piroman został osądzony i skazany.

 

MINISTER HIPOKRYTA. MIJA SIĘ Z PRAWDĄ. SZUKA WINNYCH COVIDOWEJ KATASTROFY.

Wielu lekarzy rodzinnych zastanawia się nad podaniem ministra zdrowia do Sądu o zniesławienie. Adam Niedzielski panicznie szuka winnych dotychczasowej fatalnej organizacji opieki zdrowotnej podczas pandemii. Doprowadziwszy ją do chaosu, uznał, że wszystkiemu winni są lekarze rodzinni. Nie dociera do niego, że jest ich za mało, że co czwarty z nich jest przed emeryturą lub emerytem, że brakuje młodych lekarzy chętnych do ich zastąpienia.

Nie rozumiejąc tego, minister wydał rozporządzenie nakazujące lekarzom POZ zbadać osobiście każdego pacjenta po 60-tym roku życia, u którego stwierdzono zakażenie Covid. Także podczas wizyty domowej. Oczywiście musiało to spowodować zmiany w organizacji pracy przychodni.

– Nie wszyscy pacjenci wymagają przyjęcia natychmiast. Szkoda, że minister nie wie, że to my zajmujemy się profilaktyką, edukacją, medycyną naprawczą. To minister spowodował, że teraz musimy zajmować się przede wszystkim pacjentami covidowymi, a innych – często znacznie bardziej chorych – musimy ustawić w kolejkę – mówi prezes Jacek Krajewski.

Ale ministrowi nie przeszkadza to obarczać winą za kolejki właśnie lekarzy rodzinnych, których w rozmowie z dziennikarzem TVN24 Konradem Piaseckim oskarżył o lenistwo, przejawiające się m.in. w stosowaniu telekonsultacji, bez których, jak dowodzą badania – wielu pacjentów podczas pandemii byłoby całkowicie pozbawionych opieki lekarskiej.

Taką niezgodną z prawdą opinią, niesprawiedliwą i szkodzącą – środowisko medyczne lekarzy rodzinnych jest oburzone.: Minister nie potrafi dostrzec, że Covid obnażył słabe punkty systemu ochrony zdrowia - niedoinwestowanego, w którym dramatycznie brakuje lekarzy i pielęgniarek.

– Minister zdrowia, który jest ekonomistą, nie rozumie, że oprócz leczenia szalenie ważna jest profilaktyka. Gdyby profilaktyka i edukacja miały wsparcie resortu, to Niedzielski nie musiałby dzisiaj szukać winnych covidowej katastrofy. Wskazywanie lekarzy POZ jako przyczyny wszelkiego zła jest próbą przykrycia niekompetencji i braku woli politycznej w zwalczaniu epidemii – dodał Wojciech Pacholicki, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Szczególne oburzenie i niepokój lekarzy rodzinnych budzi kolejne rozporządzenie ministra z dn. 9.02.2022 dotyczące Ogólnych Warunków Umów – przewiduje ono, że zmiany zarządzeń Prezesa NFZ będą automatycznie wiązać świadczeniodawców, w tym POZ, bez konieczności aneksowania za zgodą obu stron.

– To zarządzenie jest haniebne. Minister nie skorzystał z żadnych rad. Poza tym nie przeczytał, co podpisał, bo ta decyzja dotyczy wszystkich świadczeniodawców, nie tylko POZ. A ustalanie zasad współpracy to nie szantaż, a negocjacje – twierdzi prezes Krajewski, apelując o rozsądek: Pokory panie ministrze. Skóra cierpnie, jak słyszę, że pan minister chce coś naprawiać. Rośnie społeczny dług zdrowotny. Kolejki do specjalistów są wielomiesięczne, ograniczony jest dostęp do szpitali i do operacji, ogromne są kolejki do rehabilitacji, a pan ocenia system, patrząc na jeden jego segment – na POZ.

Ministra wciąż dziwi skąd w poradniach tylu zakażonych i chorych? Przecież już ogłosił
"początek końca pandemii"… Może uznał, że podobnie jak z lekarzami, nie musi tego uzgodnić z wirusem?

Komunikat dla członków PZ w związku z rozporządzeniem MZ

W związku z bardzo licznymi pytaniami i wątpliwościami dotyczącymi nowego systemu opieki nad pacjentami z covid-19 wyjaśniamy:

- 21-go stycznia odbyło się spotkanie zarządu funkcyjnego Federacji a 22-go posiedzenie zarządu w statutowym składzie.

- Wiedząc o pomysłach ministra zdrowia rozważaliśmy różne scenariusze naszego działania.

- Mając na uwadze piątą fale pandemii i odsetek ludzi umierających codziennie z powodu COVID-19, przyjęliśmy takie, a nie inne rozwiązania.

- Dzisiaj priorytetem jest ratowanie życia do innych spraw wrócimy tak szybko, jak będzie to możliwe.

Dlatego jeszcze raz przypominamy:

1. Organizatorem systemu opieki w pandemii jest minister zdrowia.

2. Minister zdrowia zdecydował, że mamy osobiście zbadać każdego pacjenta z covid-19 po 60-tym roku życia, niezależnie od jego stanu zdrowia.

3. Minister zdrowia doskonale zdaje sobie sprawę, że to działanie pogorszy dostęp do przychodni dla innych pacjentów.

4. Minister zdrowia doskonale zdaje sobie sprawę, że jest nas za mało by jednocześnie opiekować się obiema grupami pacjentów.

5. Nie jest naszą rolą merytoryczna ocena tej decyzji, nikt nas nie pytał o zdanie, nikt tego nie konsultował z ekspertami.

6. Przypominamy, że pracujemy pomiędzy 8 a 18 i w tym czasie możemy przyjąć lub odwiedzić określoną liczbę chorych.

 

LIST DO NASZYCH PACJENTÓW

Szanowni Pacjenci,
Brak zdecydowanych działań rządu w walce z pandemią ograniczył dostęp do pomocy medycznej pacjentom cierpiącym na inne choroby.

Teraz Premier zobowiązał lekarzy rodzinnych do zbadania w ciągu 48 godzin każdego pacjenta, który zachorował na COVID-19, jeśli tylko ma 60 lat i więcej, niezależnie od potrzeby medycznej - na jego życzenie również w domu.

Jest nas za mało by temu sprostać – nie jesteśmy w stanie zapobiec postępującemu paraliżowi ochrony zdrowia, który na skutek tej błędnej i szkodliwej decyzji obejmie teraz także podstawową opiekę zdrowotną – znacznie pogorszając opiekę nad pacjentami z pozostałymi chorobami.

W tej sytuacji – w związku z lawinowo rosnącą liczbą zakażonych wirusem SARS-CoV-2 – musimy zmienić harmonogramy pracy w przychodniach. Wprowadzone zostaną godziny covidowe oraz, by chronić Państwa przed zakażeniem – godziny dla osób z innymi schorzeniami.

Dlatego, jeśli w najbliższych dniach Wasze dolegliwości nie będą wymagać wizyt w naszych gabinetach – poczekajcie Państwo korzystając z możliwości telekonsultacji. Wtedy – gdy umówicie ich terminy odbierajcie telefony, bo obecnie każda minuta pracy lekarza jest na wagę ludzkiego życia.

Jeśli natomiast sprawa jest pilna, nie zwlekajcie i umawiajcie się na wizytę osobistą w przychodni. A wtedy pamiętajcie, by przychodzić na umówione spotkania zabezpieczeni, w miarę możności, maseczkami FFP2 lub FFP3.

Apelujemy także, aby w miarę możliwości unikać przez najbliższe tygodnie spotkań publicznych i ograniczać liczbę kontaktów. Dajcie sobie szanse na przetrwanie.

Zapewniamy, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by pomóc jak największej liczbie naszych pacjentów - każdemu, kto nas potrzebuje!

Jesteśmy dla Was i Wy bądźcie z nami. Wiemy, że lekarze i pracownicy podstawowej opieki zdrowotnej mogą wyjść z tej pandemii mocno zdziesiątkowani. Trzymajcie więc za nas kciuki, by starczyło nam sił.

Wasi lekarze rodzinni

 

 

 

Porozumienie Zielonogórskie: Lekarze POZ kozłem ofiarnym nieudolności resortu zdrowia

– Nie przedłużając umów z podmiotami podstawowej opieki zdrowotnej z powodu dużego odsetka teleporad, minister zdrowia Adam Niedzielski zwalnia z pracy lekarzy bez wysłuchania racji drugiej strony, pozbawia pacjentów opieki, a ponadto „przykrywa” nieudolne decyzje, które doprowadziły do zwiększenia śmiertelności w Polsce - uważają lekarze Porozumienia Zielonogórskiego, oburzeni wczorajszymi decyzjami ministra Adama Niedzielskiego.

Podczas wczorajszej konferencji prasowej w Zielonej Górze minister oznajmił, że nie przedłuży umów z 70 placówkami podstawowej opieki zdrowotnej, w których udział teleporad wyniósł ponad 90 proc. Oburzyło to środowisko lekarzy rodzinnych w całej Polsce.

Wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego Wojciech Pacholicki podkreśla, że przychodnie zostają ukarane bez wcześniejszych kontroli, wytyków czy pouczeń, a także uważa, że ta decyzja jest niejako zasłoną dymną dla innych problemów systemu ochrony zdrowia.
– Ministerstwo zdrowia rozpaczliwie szuka wytłumaczenia dla nadumieralności pacjentów w okresie pandemii mówi Jacek Krajewski, prezes PZ. – Nie mówimy tu o chorych na COVID-19, tylko o pacjentach, którzy nie mieli szans na rozpoczęcie lub kontynuację leczenia różnych innych chorób. Ministerstwo nie chce mówić o wydawanych poleceniach odwoływania zabiegów planowych, o odraczaniu leczenia onkologicznego i kardiochirurgicznego, o braku karetek, o braku anestezjologów, o zamkniętych na cztery spusty poradniach specjalistycznych.
Niewygodnie jest mówić o wszystkich tych kumulujących się od lat niedociągnięciach, które pandemia bezlitośnie obnażyła. Trzeba wskazać winnego a tym winnym będzie ... teleporada. A skoro jest wina to musi być kara więc odstrzelimy dla przykładu kilkadziesiąt przychodni. Tylko pacjentom nie będzie do śmiechu.

Krajewski wskazuje, że już dzisiaj w wielu miejscach do jednego lekarza zapisanych jest 4-5 tysięcy pacjentów. Są takie gminy gdzie lekarzy nie ma wcale, gdzie wójt oferuje godziwą płacę i mieszkanie, a chętnych nie widać. Oburzający jest też fakt niezbadania przyczyn dużej liczby udzielonych teleporad w karanych przychodniach. Wśród ofiar tej nieprzemyślanej decyzji są lekarze, którzy np. przyjmowali pacjentów zdalnie po zabiegu chirurgicznym, zamiast pójść na zwolnienie. Kilka takich przykładów z Pomorza wylicza Andrzej Zapaśnik, szef dużej przychodni i ekspert Porozumienia Zielonogórskiego:

– Lekarz rodzinny 75 lat., po operacji na poczatku br., po czterech dniach wrócił do pracy, pomimo przysługującego miesięcznego zwolnienia – informuje Zapaśnik. – Skończyło się bolesnym upadkiem ze schodów w drodze do pracy. Pracuje sam, ma ok. 1700 pacjentów, w większości starszych, których prowadzi od ponad 20 lat. Kolejna ofiara decyzji ministra to przychodnia, do której jest zapisanych ok. 11 tys. pacjentów, prowadzona przez dwóch lekarzy, z których jeden w kwietniu przeszedł operację neurochirurgiczną, kwalifikującą do ZLA na 2 m-ce. Pomimo tego po 5 dniach lekarz wrócił do przyjmowania pacjentów, realizując z domu teleporady. Każdy lekarz ma zaoptowanych po 3000 pacjentów. Praktyka dodatkowo zatrudnia trzech innych lekarzy i wszyscy pracują na okrągło. Przyjmują od 50 do 70 pacjentów dziennie. Praktyka jest zlokalizowana na młodym osiedlu, które się przyzwyczaiło do teleporad. Po stwierdzeniu takiej potrzeby zawsze jest realizowana wizyta stacjonarna lub domowa, co skutkuje dodatkowym wysiłkiem wynikającym z prawa pacjenta do wyboru rodzaju porady. Inna ukarana przychodnia (ok. 14 tys. pacjentów, w tym, 3,5 pow. 65 r.ż. ) zorganizowała szczepienia wyjazdowe i gdzie ponad 75% starszych osób jest zaszczepionych. Ma złe warunki lokalowe i małą poczekalnię, co m.in. wpływało na liczbę teleporad w okresie drugiej fali COVID-19. Po latach pewnej stagnacji w czasie epidemii do przychodni zapisało się kilkuset nowych pacjentów, doceniając profesjonalizm opieki.

Wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego Wojciech Pacholicki dodaje, że teleporada jest świadczeniem gwarantowanym w podstawowej opiece zdrowotnej i dotychczas żaden dokument nie reguluje proporcji pomiędzy poradami stacjonarnymi i udzielanymi zdalnie. Jest to świadczenie, które zostało bardzo dobrze przyjęte przez pacjentów. W badaniu sondażowym przeprowadzonym przez niezależną pracownię na grupie 1000 dorosłych Polaków zdecydowana większość pozytywnie oceniła tą możliwość kontaktu z lekarzem. Kolejna kwestia to sytuacja kadrowa.
– Blisko 2/5 lekarzy POZ jest w wieku emerytalnym. I w tej sytuacji minister oświadcza, że nie przedłuży umów czyli de facto zwolni z pracy kilkuset lekarzy. Czy ktoś się zastanawia, co się stanie z ich pacjentami? – pyta Pacholicki. – Oni wybrali swojego lekarza, są z niego zadowoleni, nie korzystają z przysługującego im trzy razy w roku prawa do zmiany przychodni, akceptują te formy opieki jakie są im proponowane. To wszystko nie ma znaczenia ponieważ jest polityczna potrzeba wskazania teleporady jako źródła wszelkiego zła. Idźmy dalej tą drogą, a dojdziemy na Węgry, gdzie milion osób nie ma swojego lekarza rodzinnego, bo lekarzy zabrakło.

– Nieudolni urzędnicy z MZ oraz NFZ, autorzy kontrowersyjnych decyzji o obostrzeniach kiedy nie trzeba oraz luzowania w kluczowych momentach rozwoju pandemii, znaleźli "kozła ofiarnego" zwiększonej śmiertelności społeczeństwa w tym okresie w lekarzach POZ – ocenia Jarosław Kowalski, lekarz z województwa lubuskiego. – I tak oto dostaliśmy „podziękowanie”, m.in. za poświęcenie i śmierć naszych kolegów podczas pandemii, za gigantyczną pracę badania, typowania i kierowania na miliony wymazów połączonych pacjentów, z którymi niejednokrotnie stykaliśmy się bezpośrednio. A przede wszystkim za to, że przez pewien czas byliśmy jedyną strukturą służby zdrowia dostępną dla pacjentów w czasie pandemii, przy monoimiennych zamkniętych dla pacjentów szpitalach, pozamykanych gabinetach specjalistycznych zarówno tych prywatnych jak i tych na kontraktach z NFZ.

 

Zmiany finansowania teleporad uderzą nie tylko w przychodnie POZ, ale i pacjentów przewlekle chorych

 

Planowane przez NFZ zmiany w finansowaniu telefonicznych konsultacji w podstawowej opiece zdrowotnej budzą obawy lekarzy, że w efekcie ta forma kontaktu z przychodnią zostanie zbyt ograniczona. Ucierpią przede wszystkim pacjenci z chorobami przewlekłymi, takimi jak cukrzyca, nadciśnienie czy problemy kardiologiczne, którzy dotychczas bez problemu mogą konsultować się ze swoim lekarzem przez telefon.

Według projektu zarządzenia prezesa NFZ w tej sprawie, od września br. mają być wprowadzone nowe zasady finansowania świadczeń POZ. W zależności od „udziału świadczeń realizowanych w warunkach ambulatoryjnych na odległość przy użyciu systemów teleinformatycznych lub systemów łączności”, przychodnie POZ będą miały obniżony lub podwyższony współczynnik korygujący do stawki kapitacyjnej. Odniesieniem ma być informacja o wartości mediany dla udziału teleporad we wszystkich poradach  POZ w skali całego kraju, co miesiąc publikowana na stronie internetowej NFZ. Oznacza to, że im więcej porad telefonicznych, tym mniej będą one płatne.
- Zapowiedziane zmiany mogą doprowadzać do likwidacji albo ogromnego ograniczenia teleporad - uważa ekspert Porozumienia Zielonogórskiego Joanna Zabelska-Cieciuch. - Jeśli zarządzenie wejdzie w życie, przychodnie mogą stracić nawet do 60 procent swoich dochodów.

Zabielska-Cieciuch zwraca uwagę na to, że przychodnie nie będą mogły zaplanować sobie budżetu, skoro wartość ich przychodów będzie zależała od czegoś, na co nie mają wpływu, czyli liczby teleporad w całej Polsce. Oznacza to całkowity brak przewidywalności finansowania w trakcie roku kalendarzowego.

- Jeśli pacjenci w jakieś poradni mają problem, by dostać się na osobistą wizytę, NFZ posiada dział kontroli i jest w stanie sprawdzić, takiego świadczeniobiorcę. Dlaczego zatem udzielanie teleporad ma się wiązać z utratą dochodów przez przychodnie POZ? - pyta retorycznie ekspert Porozumienia Zielonogórskiego, podkreślając, że zmiany są niekorzystne także dla pacjentów: - Pacjenci przewlekle chorzy, dobrze wyedukowani i współpracujący w procesie leczenia, pacjenci z wynikami badań czy rodzice, którzy chcący zasięgnąć porady ws. żywienia czy pielęgnacji dzieci będą musieli przychodzić do przychodni i zajmować miejsca bardziej potrzebującym. A przecież mamy pacjentów, którzy mogą zamawiać przez aplikację leki, albo mogą przyjść do rejestracji i poprosić o ich przedłużenie. Po zmianach to nie będzie możliwe, ponieważ zaliczy się to już do teleporady. Aby otrzymać czy przedłużyć receptę pacjent będzie musiał pojawić się w gabinecie lekarza. Kiedy przyjdzie do nas opiekun pacjenta po kontynuację leczenia, to też prawdopodobnie będzie to uznane jako teleporada. Praktycznie zniknie porada recepturowa dla pacjentów przewlekle chorych. Po każde powtórzenie recept taki pacjent będzie musiał przyjść osobiście.

 

Mniej pieniędzy na POZ odczują przede wszystkim pacjenci

Prezes NFZ nie ustępuje: nie będzie zmiany stawki kapitacyjnej w podstawowej opiece zdrowotnej mimo inflacji, a więc do fundamentalnego elementu systemu ochrony zdrowia trafi realnie mniej pieniędzy. Po ostatniej turze negocjacji warunków kontraktu na świadczenia POZ od 1 lipca br. Porozumienie Zielonogórskie ostrzega, że skutki de facto zmniejszonego finansowania dotkną głównie pacjentów. Dostęp do świadczeń podstawowej opieki zdrowotnej się pogorszy, choćby dlatego, że bez zachęt finansowych nie uda się zatrzymać w pracy wielu lekarzy i pielęgniarek POZ w wieku emerytalnym. Obecnie to właśnie oni w dużej mierze wypełniają lukę kadrową, w sytuacji, gdy dramatycznie brakuje personelu medycznego. Tylko w ciągu ostatniego roku z POZ odeszło ponad 300 lekarzy, których nikt nie zastąpił.

19 maja br. w Centrali NFZ w Warszawie odbyły się negocjacje warunków kontraktu na świadczenia POZ. NFZ reprezentował prezes Filip Nowak, a Porozumienie Zielonogórskie Zespół Negocjacyjny: Jacek Krajewski, Marek Twardowski, Tomasz Zieliński.

– Prezes Filip Nowak zdecydowanie oświadczył, że zarządzana przez niego instytucja nie przewiduje zmiany w zakresie stawki kapitacyjnej po 1 lipca 2021 r. –relacjonuje Marek Twardowski. – Zespół Negocjacyjny Federacji wskazał na istotną zmianę, jaka nastąpiła w zakresie finansów publicznych w 2020 r. w postaci wysokiej inflacji (3,4% wg GUS). Aktualnie inflacja – rok do roku – wynosi 4,4 %, a eksperci szacują, że przekroczy 5%. Wartość kontraktów POZ obecnie obowiązujących o taki sam procent zmalała. Niestety, argumenty o zwiększonym obciążeniu pracą, ryzykiem zachorowania, wykonywaniem obowiązków związanych z medycyną naprawczą, bilansami oraz szczepieniami dzieci oraz gremialnym włączeniem się w akcję szczepień podmiotów POZ przeciwko COVID-19 nie przekonały szefa NFZ.

Zespół Negocjacyjny wskazał ponadto na konieczność działań motywujących personel POZ do dalszej wytężonej pracy. Nieefektywne działania MZ i NFZ zmniejszyły liczbę lekarzy POZ posiadających aktywne listy pacjentów. Głównym motywatorem pozostania w systemie lekarzy i pielęgniarek w wieku emerytalnym mogłaby być zachęta finansowa. Niestety, również argument o spadku liczby zatrudnionych lekarzy w POZ w stosunku do ubiegłego roku o 307 lekarzy nie zrobił wrażenia na szefie NFZ, mimo tego, że w I kwartale 2021 r. ze składek ubezpieczonych wpłynęło do NFZ o 3,9 miliarda zł więcej w stosunku do planu.

Porozumienie Zielonogórskie wskazało również, że ani NFZ, ani MZ nie wywiązało się z wielu obietnic złożonych na piśmie wobec Federacji Porozumienie Zielonogórskie. Wbrew deklaracjom, nie uproszczono akredytacji praktyk POZ, nie uproszczono refundacji leków, nie rozwiązano problemu koronerów, nie przekazano do POZ środków na zatrudnienie asystentów medycznych ani środków ochrony indywidualnej. Porozumienie Zielonogórskie podkreśla także, że w POZ nie tylko nie zmniejszyła się biurokracja, ale powstają coraz nowsze obciążenia, a informatyzacja nic w tym zakresie nie uprościła. A pracy w POZ jest coraz więcej, m.in. dlatego, że w Polsce systematycznie zmniejsza się liczba poradni specjalistycznych. Pacjenci, tracący opiekę specjalistów, szukają pomocy u lekarzy rodzinnych. Realne obniżenie finansowania będzie skutkowało także tym, że nadal pacjenci nie będą mieli możliwości korzystania w POZ z pomocy: dietetyków, psychologów, edukatorów medycznych, opiekunów socjalnych. To kolejna niespełniona obietnica.

 

Przychodnie POZ rezygnują ze szczepień z powodu bałaganu z dostawami

Z jednej strony rząd zachęca do szczepień przeciwko COVID-19 na wszelkie możliwe sposoby, a z drugiej – nie potrafi opanować braków planowanych dostaw i związanego z tą sytuacją chaosu informacyjnego. Konieczność nieustannych zmian z w terminarzach, tłumaczenia zdenerwowanym pacjentom, dlaczego nie zostaną zaszczepieni w umówionym terminie, brak rzeczowej i konkretnej informacji ze strony Rządowej Agenci Rezerw Strategicznych – to powody, które skłaniają szefów przychodni do wycofywania się z programu szczepień.

– Lekarze mają po prostu dość – mówi wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego Wojciech Pacholicki. – Mamy sygnały z całej Polski o rezygnacji kolejnych punktów z prowadzenia szczepień. I nie chodzi już tylko o dodatkowe obciążenie pracą. Dochodzi do sytuacji, w których szczepienie zarejestrowanych pacjentów staje się fizycznie niewykonalne.

Oto jeden z przykładów z centralnej Polski z ubiegłego tygodnia. Przychodnia miała zaplanowane dostawy szczepionki Pfizera w dwóch punktach szczepień na pierwszą i drugą dawkę. Szczepionki, owszem, dotarły, ale… tylko drugie dawki. Zaplanowanych blisko 200 pierwszych dawek zabrakło. Z informacji, jaką otrzymano na infolinii RARS wynikało, że powodem braku dostawy jest niezapełniony terminarz w e-rejestracji, co nie było prawdą, bo grafik był pełny na wiele dni do przodu. RARS zaoferowała wystawienie oferty na brakujące szczepionki, ale z dostawą na początku czerwca. W obu punktach czerwcowy terminarz był już także zapełniony, więc zamówienie dodatkowych szczepionek mijało się z celem – nie ma możliwości fizycznie zaszczepienia kolejnych prawie 200 osób.

Podobne problemy zgłaszane są przez punkty szczepień POZ w wielu miejscach kraju. Szczepionki nie docierają w umówionym terminie i trzeba przesuwać pacjentów; zdarza się, że dostawy zawierają inne szczepionki niż zamówione, w dodatku w różnych ilościach, a to pociąga za sobą zmiany całego schematu szczepień i w e-rejestracji. A najgorsze jest to, że nie ma wcześniejszej informacji o brakach czy opóźnieniach dostaw, więc punkty szczepień nie mogą się do nich przygotować.

– Organizowanie loterii szczepionkowych i innych tego typu zachęt na niewiele się zda, jeśli organizacja tej akcji będzie wyglądała tak, jak wygląda obecnie – puentuje Wojciech Pacholicki.

 

COVID w przychodni - paraliż systemu

Jeden zakażony lekarz, cały personel w kwarantannie, zamknięta przychodnia i 15 tysięcy pacjentów pozbawionych opieki medycznej co najmniej przez tydzień - taka sytuacja od piątku ma miejsce w Działdowie na Warmii. Na tym przypadku jak w soczewce widać wszystkie absurdy i luki systemu, a także problemy, z jakimi przyjdzie się zmierzyć jesienią w wielu innych miejscach.

W piątek Arkadiusz Smolicz, lekarz rodzinny z Działdowa, otrzymał wynik testu w kierunku koronawirusa, który wykonał z powodu niepokojących go objawów. Był dodatni. Okazało się, że zakażona jest także jego asystentka. Przychodnię trzeba było zamknąć, a cały personel został objęty kwarantanną. Jak dobrze pójdzie, to na tydzień, ale nie można przewidzieć, czy zakażonych wśród personelu nie przybędzie i czas kwarantanny się przedłuży.
- Nasza przychodnia ma pod opieką 15 tysięcy pacjentów, czyli większość w ok. 20-tysięcznym miasteczku - mówi lekarz. - NFZ zwrócił się do innych podmiotów POZ, żeby przyjmowały w tym czasie naszych pacjentów, ale jest to niewykonalne, tej luki po prostu nie da się zapełnić, jest to niemożliwe. Większość pozostanie bez opieki, a są wśród nich zapewne także pacjenci covidowi, bo mamy w tej chwili bardzo dużo przypadków. Zdaniem lekarza, wprowadzone ostatnio rozwiązania spowodowały, że system opieki nad zakażonymi koronawirusem zupełnie nie działa. Trudności pojawiły się już na początku września, gdy na lekarzy POZ nałożono obowiązek kierowania na testy.
- Szybko się okazało, że nie jest to przygotowane nawet od strony technicznej: system się dosłownie „zatkał” i przez pierwsze dwa tygodnie skierowanie kogokolwiek na test graniczyło z cudem - relacjonuje Arkadiusz Smolicz. - Potem się to poprawiło, ale ujawniły się kolejne problemy. Załatwienie pacjentowi wymagającemu hospitalizacji transportu i miejsca w szpitalu zajmuje nawet 4 godziny. Karetka covidowa nie przyjedzie, jeśli nie ma wyznaczonego miejsca, do którego ma zawieźć pacjenta. A co zrobić, gdy obdzwaniamy wszystkie okoliczne szpitale, a miejsc po prostu nie ma? Już teraz ich brakuje, strach pomyśleć, jak to będzie dalej. Moim zdaniem to nie lekarz powinien się zajmować szukanie miejsc dla chorych, ale służby wojewody, na bieżąco monitorujące sytuację w szpitalach zakaźnych w województwie. Rola lekarza powinna się tu ograniczyć do zgłoszenia pacjenta.

Arkadiusz Smolicz, choć sam jest chory, myśli o tych wszystkich pacjentach, u których potwierdzono zakażenie oraz o tych, którzy mogą być zakażeni, choć o tym nie wiedzą. Przecież nie wszyscy z objawami infekcji są kierowani na test. Nie ma także wątpliwości, że jakiekolwiek środki zabezpieczeń w stu procentach uchronią przed zakażeniem koronawirusem.
- W naszej przychodni stosujemy bezwględnie wszystkie procedury, przyjmowałem każdego pacjenta w odpowiedniej odzieży, przyłbicy i masce, a i tak zachorowałem - dodaje lekarz.

Pacjenci z ograniczeniem dostępu do testów

Nałożenie na lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej obowiązku kierowania pacjentów na testy w kierunku koronawirusa nieoczekiwanie ujawniło problemy czysto techniczne. Kierując pacjenta na test, lekarz musi korzystać z aplikacji internetowej, z której korzystają tylko nieliczni lekarze. Pacjent z kolei, może poznać wynik swojego testu jedynie poprzez Internetowe Konto Pacjenta, a mało kto je posiada.

- Powstał chaos, którego skutkiem będzie ograniczenie dostępu do testów, jeśli kierować na nie mają tylko lekarze POZ i nie pozostawi się alternatywnej ścieżki - zauważa ekspert Porozumienia Zielonogórskiego Andrzej Zapaśnik po analizie pisma z Pomorskiego Państwowego Wojewódzkiego Inspektoratu Sanitarnego, które otrzymał jako kierownik podmiotu leczniczego. - Otrzymaliśmy instrukcję podstępowania wynikającą z nowej strategii walki z epidemią. Niektóre jej zapisy budzą najwyższe zdumienie. Okazuje się, że lekarz może zlecić wykonanie testu w kierunku SARS-CoV-2 tylko poprzez aplikację gabinet.gov.pl. Także jedynie przez tę aplikację może uzyskać informację o wyniku badania oraz zgłosić sanepidowi podejrzenie lub rozpoznanie COVID-19. Problem w tym, że zdecydowana większość gabinetów z tej aplikacji nie korzysta, a personel nie potrafi jej obsługiwać. Wszystkie dodatkowe funkcjonalności powinny być zintegrowane z systemami informatycznymi, w których prowadzimy elektroniczną dokumentację medyczną - tak było dotychczas przy wprowadzaniu nowych obowiązków dla lekarzy. Tym razem, niestety, ktoś o tym nie pomyślał.

To nie koniec kłód pod nogi dla osób z podejrzeniem infekcji koronawirusowej. Jeśli już jakimś cudem lekarz wystawi zlecenie na wymaz, pacjent będzie mógł poznać wynik swego testu jedynie przez Internetowe Konto Pacjenta. Ile osób z tego korzysta, ile potrafi je założyć i obsługiwać? Jest to znikoma liczba, zwłaszcza w grupie seniorów, najbardziej narażonych na ciężki przebieg COVID, a więc tych, którzy powinni jak najszybciej dowiedzieć się o zakażeniu lub jego braku. Żeby uzyskać tę informację, pacjent będzie więc dzwonił do lekarza, kierującego go na wymaz, a ten mu ją przekaże, korzystając z aplikacji gabinet.gov.pl.

- Zmusza się nas do wykonywania dotychczasowych zadań sanepidu, jednocześnie nie wyposażając w sprawnie działające narzędzia i nie dając czasu na poznanie nowej aplikacji - komentuje Andrzej Zapaśnik. - Dziennie wykrywa się kilkaset przypadków zakażenia, a jest to przecież niewielki procent wykonywanych testów. Według tego pomysłu, lekarze POZ mają zajmować się tysiącami pacjentów „cowidowych”: zlecaniem wymazów wszystkim osobom z objawami infekcji, przekazywaniem im wyników badania, a dodatkowo jeszcze opieką nad pacjentem zakażonym przebywającym w izolacji domowej. A kto zajmie się wszystkimi innymi chorymi? Podstawowa opieka zdrowotna tego nie udźwignie.

Ekspert Porozumienia Zielonogórskiego jest przekonany, że to się nie może udać, jeśli cały ciężar opieki nad podejrzanymi o zakażenie koronawirusem spocznie na barkach lekarzy POZ. Konieczne jest zapewnienie pacjentom alternatywnego dostępu do wymazów. Np. takiego, jaki z powodzeniem działa na Pomorzu, gdzie kwalifikacją do testu na infolinii punktu pobrań drive thru i walk thru Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego zajmują się przeszkoleni studenci medycyny, a robią to na podstawie precyzyjnie opracowanej ankiety. Ten system wypracowany przez UCK w Gdańsku ponadto udowadnia, że do kwalifikacji na wymaz w kierunku Sars-Cov-2 wystarczy porządnie przeprowadzony wywiad, a konieczność zapraszania pacjentów z objawami infekcji do gabinetu lekarskiego mija się z celem. Lekarze POZ zastanawiają się czy są jeszcze lekarzami, czy stali się już urzędnikami.

 

 

KOMUNIKAT DOTYCZĄCY ZASAD POSTĘPOWANIA w związku z podejrzeniem COVID-19

Zarząd Federacji PZ informuje, iż w aktualnie obowiązującym stanie prawnym, obowiązki lekarza poz związane z osobami zarażonymi (lub podejrzewanymi o zarażenie) SARS-COV-2 określa art. 28 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.

Lekarz poz:
1.Kieruje pacjenta do szpitala specjalistycznego zapewniającego izolację i leczenie tej osoby oraz niezwłocznie informuje szpital o tym fakcie;
2.Organizuje transport uniemożliwiający przeniesienie zakażenia na inne osoby;
3.Poucza osobę chorą o obowiązkach wynikających z art. 5 ust. 1 (obowiązki te są wymienione w załączniku);
4.Niezwłocznie powiadamia sanepid o podjętych działaniach.

Informujemy także, iż zgodnie z oficjalnymi wytycznymi Generalnego Inspektora Sanitarnego, kryteria kliniczne wystarczające do uznania, iż mamy do czynienia z podejrzeniem zarażenia SARS-CoV-2 obejmują wystąpienie co najmniej jednego z poniższych objawów:
- kaszel,
- gorączka,
- duszność
- utrata węchu o nagłym początku,
- utrata lub zaburzenia smaku o nagłym początku.

Jedynym dodatkowym obowiązkiem (poza podanym powyżej) przypisanym lekarzom poz jest obowiązek wynikający z Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 01.09.2020 r., zmieniającego rozporządzenie w sprawie chorób zakaźnych powodujących powstanie obowiązku hospitalizacji, izolacji lub izolacji w warunkach domowych oraz obowiązku kwarantanny lub nadzoru epidemiologicznego, zgodnie z którym lekarz poz może przedłużyć (uwaga! jedynie przedłużyć ! nie może skrócić !) okres trwania izolacji; takie przedłużenie może nastąpić nie wcześniej niż 8-ego dnia odbywania izolacji, może też stanowić podstawę do wystawienia zwolnienia lekarskiego ZUS-ZLA, o przedłużeniu izolacji informujemy Sanepid (w zwyczajowo przyjętej formie, np. mailem, faksem, itp).

NIE WYPEŁNIAMY TABELKI JAKĄ ZAPROPONOWAŁ NFZ A JEDYNIE PODAJEMY PESEL, IMIĘ I NAZWISKO PACJENTA ORAZ TERMIN DO KIEDY PRZEDŁUŻYLIŚMY IZOLACJĘ!!!

Lekarz poz może dodatkowo, wg własnego uznania, skierować pacjenta na badanie w kierunku wirusa SARS-CoV-2, przy czym takie skierowania jest możliwe po przeprowadzeniu:

- badania fizykalnego (wówczas o tym, czy objawy choroby uzasadniają skierowanie na test decyduje lekarz poz).
- teleporady, przy czym wówczas pacjent musi mieć jednocześnie (odnotowane w dokumentacji medycznej) następujące objawy:
a) temp. >38
℃,
b) kaszel,
c) duszność,
d) utrata węchu lub smaku.
(sugerujemy, by w przypadku pacjenta mającego wszystkie te objawy, w szczególności duszność, jak najszybciej skierować go do szpitala, a nie wysyłać na testy).

Wobec powyższego, z troski o dobro pacjentów i ich bezpieczeństwo, zalecamy, by realizować dotychczasową procedurę, opisaną na wstępie (skierowania do szpitala).


Kategorycznie oświadczamy także, iż wszelkie żądania organów Sanepid, dotyczące np.:
- podania telefonu dla potrzeb wyłącznego kontaktu z Sanepidem, w tym w niedziele i w dni wolne,
- tego, iż to lekarz poz ma obowiązek (a nie prawo) zlecania badań w kierunku koronawirusa,
- tego, iż lekarz poz ma obowiązek podejmowania decyzji o kierowaniu pacjenta do izolacji domowej.
są nieprawdziwe.

W razie skierowania takich żądań do lekarzy i świadczeniodawców poz – zalecamy niezwłoczny kontakt z macierzystym związkiem wojewódzkim.


Koleżanki i Koledzy,
Przejęcie odpowiedzialności za leczenie pacjentów z COVID-19 może skończyć się odpowiedzialnością karną!
Pamiętajcie, że w ustawie o chorobach zakaźnych obowiązują wszystkie artykuły ale dominującym dla chorób szczególnie niebezpiecznych i wysoce zakaźnych jest art. 28.
MACIE WĄTPLIWOŚCI CO DO STANU PACJENTA TO SKIERUJCIE GO DO SZPITALA PONIEWAŻ NAJWAŻNIEJSZE JEST DOBRO PACJENTA.

Zarząd Funkcyjny Federacji Porozumienie Zielonogórskie


Załączniki:

- art. 5 ust. 1 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi
1. Osoby przebywające na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej są obowiązane na zasadach określonych w ustawie do:
1)poddawania się:
a)zabiegom sanitarnym,
b)szczepieniom ochronnym,
c)poekspozycyjnemu profilaktycznemu stosowaniu leków,
d)badaniom sanitarno-epidemiologicznym, w tym również postępowaniu mającemu na celu pobranie lub dostarczenie materiału do tych badań,
e)nadzorowi epidemiologicznemu,
f)kwarantannie,
g)leczeniu,
h)hospitalizacji,
i)izolacji,
j) 7 izolacji w warunkach domowych;
2)zaniechania wykonywania prac, przy wykonywaniu których istnieje możliwość przeniesienia zakażenia lub choroby zakaźnej na inne osoby - jeżeli są osobami zakażonymi, chorymi na chorobę zakaźną lub nosicielami;
3)stosowania się do nakazów i zakazów organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej służących zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych;
4)udzielania danych i informacji:
a) 8 organom Państwowej Inspekcji Sanitarnej, Wojskowej Inspekcji Sanitarnej, Inspekcji Weterynaryjnej, Wojskowej Inspekcji Weterynaryjnej, Inspekcji Ochrony Środowiska, jednostkom, o których mowa w art. 30 ust. 1, oraz ośrodkom referencyjnym i instytutom badawczym - niezbędnych do prowadzenia nadzoru epidemiologicznego nad zakażeniami i chorobami zakaźnymi i zapobiegania oraz zwalczania zakażeń i chorób zakaźnych,
b)właściwym państwowym inspektorom sanitarnym - niezbędnych do prowadzenia nadzoru epidemiologicznego nad niepożądanymi odczynami poszczepiennymi,
c)organom Państwowej Inspekcji Sanitarnej - niezbędnych do sprawowania nadzoru nad realizacją obowiązków, o których mowa w pkt 1-3.

- art. 28 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi

Lekarz lub felczer, który podejrzewa lub rozpoznaje chorobę szczególnie niebezpieczną i wysoce zakaźną, stanowiącą zagrożenie dla zdrowia publicznego, lub stwierdza zgon w wyniku takiej choroby, podejmuje działania zapobiegające szerzeniu się zachorowań, w tym:

1) kieruje osobę podejrzaną o zakażenie lub zachorowanie oraz zakażoną lub chorą na chorobę zakaźną do szpitala specjalistycznego zapewniającego izolację i leczenie tej osoby oraz niezwłocznie informuje szpital o tym fakcie;
2) organizuje transport uniemożliwiający przeniesienie zakażenia na inne osoby;
3 )poucza osobę chorą lub osobę sprawującą prawną pieczę nad chorą osobą małoletnią lub bezradną albo opiekuna faktycznego w rozumieniu art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, osoby najbliższe oraz osoby, o których mowa w art. 17 ust. 1a, o obowiązkach wynikających z art. 5 ust. 1;
4) niezwłocznie powiadamia państwowego powiatowego inspektora sanitarnego właściwego dla miejsca podejrzenia, rozpoznania choroby szczególnie niebezpiecznej i wysoce zakaźnej lub stwierdzenia zgonu o podjętych działaniach.

§ 3a Rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie chorób zakaźnych powodujących powstanie obowiązku hospitalizacji, izolacji lub izolacji w warunkach domowych oraz obowiązku kwarantanny lub nadzoru epidemiologicznego.

1. Osoby skierowane do izolacji w warunkach domowych z rozpoznaniem zakażenia wirusem SARS-CoV-2 lub zachorowania na chorobę wywołaną wirusem SARS-CoV-2 (COVID-19) nie później niż w siódmej dobie odbywania izolacji w warunkach domowych otrzymują na numer telefonu wskazany w systemie teleinformatycznym udostępnionym przez jednostkę podległą ministrowi właściwemu do spraw zdrowia właściwą w zakresie systemów informacyjnych ochrony zdrowia, o którym mowa w przepisach wydanych na podstawie art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, wiadomość tekstową o konieczności skontaktowania się z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej, w celu uzyskania informacji o czasie trwania izolacji domowej.
2. Zakończenie izolacji następuje:
1)po 3 dniach bez gorączki oraz bez objawów infekcji ze strony układu oddechowego, ale nie wcześniej niż po 13 dniach od dnia wystąpienia objawów - w przypadku pacjenta z objawami klinicznymi:
a)w izolacji szpitalnej albo w izolatorium, chyba że lekarz sprawujący opiekę nad pacjentem przedłuży okres tej izolacji,
b)w izolacji w warunkach domowych, chyba że lekarz podstawowej opieki zdrowotnej, który udzielił teleporady lub porady w warunkach domowych nie wcześniej niż w ósmej dobie odbywania tej izolacji, przedłuży okres jej trwania;
2)po 10 dniach od daty uzyskania pierwszego dodatniego wyniku testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2 - w przypadku pacjenta bez objawów klinicznych, chyba że lekarz podstawowej opieki zdrowotnej, który udzielił teleporady lub porady w warunkach domowych nie wcześniej niż w ósmej dobie odbywania tej izolacji, przedłuży okres jej trwania.
3. W szczególnych sytuacjach, w tym w przypadku osób wykonujących zawód medyczny lub sprawujących opiekę nad osobami przebywającymi w domach pomocy społecznej, lub przypadkach uzasadnionych klinicznie,
zakończenie izolacji, o której mowa w ust. 2, pacjenta, w przypadku którego uzyskano dodatni wynik testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2, następuje po uzyskaniu dwukrotnie ujemnego wyniku tego testu z próbek pobranych w odstępach co najmniej 24-godzinnych, niezależnie od liczby dni, które upłynęły od ostatniego dodatniego wyniku diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2 i od rodzaju objawów klinicznych.
4. W przypadku pacjentów immunoniekompetentnych, okres izolacji może zostać przedłużony do 20 dni. Decyzję w tej sprawie podejmuje lekarz sprawujący opiekę nad pacjentem w szpitalu albo izolatorium albo lekarz podstawowej opieki zdrowotnej.
5. W przypadku osób, o których mowa w ust. 2, warunku zakończenia izolacji szpitalnej albo w izolatorium nie stanowi wykonanie testu molekularnego RT-PCR.

 

 

Apel o odpowiedzialność za słowa

 

Szanowni Państwo,

Z rosnącym niepokojem obserwujemy eskalacje pojawiających się w mediach fałszywych informacji związanych z funkcjonowaniem placówek ochrony zdrowia prowadzonych przez lekarzy rodzinnych, a zwłaszcza powtarzania, iż „przychodnie są zamknięte”, gdy wprowadzona została tylko procedura telefonicznego ustalania wizyt w gabinetach lekarskich oraz system porad telefonicznych. Czyli analogiczna do wprowadzonej w urzędach administracji państwowej i samorządowej.


Wspomniane, kłamliwe informacje nie tylko wprowadzają Pacjentów w błąd, ale także kreują negatywne opinie dotyczące znaczenia, roli i zadań Podstawowej Opieki Zdrowotnej, a najczęściej są wypowiadane przez osoby uznawane za „medialne autorytety” – niestety, nie mające głębszej wiedzy na ten temat i nie będące lekarzami z doświadczeniem w tej dziedzinie medycyny.

Dlatego PROTESTUJEMY przeciwko tak nierzetelnym praktykom dziennikarskim.

Wskutek dotychczasowej, błędnej strategii systemu ochrony zdrowia w Polsce, liczba lekarzy POZ w stosunku do liczby pacjentów jest znacząco niższa, niż w wielu innych państwach. Mimo tego, od kilkudziesięciu lat sprawują oni fundamentalną opiekę nad chorymi niewymagającymi interwencji tzw. medycyny naprawczej – czyli szpitalnej. To dzięki nim miliony pacjentów otrzymują podstawową pomoc lekarską w różnych chorobach – zwłaszcza przewlekłych, oraz porady i zabiegi związane z profilaktyką. To właśnie lekarze rodzinni co roku stanowią pierwszą linię walki z epidemiami grypy i doświadczenie w niej rozszerzyli w przypadku pandemii COVID-19, zwiększając bezpieczeństwo swoich pacjentów oraz personelu, bez którego, w przypadku choroby, system POZ mógłby ulec załamaniu pozostawiając chorych bez opieki medycznej.

Z ostatniej analizy badań dot. opieki medycznej wynika, iż w okresie od marca do lipca br. (tj. do przedwyborczego poluzowania rygorów epidemiologicznych), odnotowano zaledwie ok. 2400 skarg do Rzecznika Praw Pacjenta, dotyczących telefonicznej formy kontaktów wstępnych z pacjentami – tzn. niecałe 500 miesięcznie w stosunku do milionów porad, których w tym okresie udzielono. Natomiast ten przyszłościowy (choćby ze względów epidemiologicznych i spowodowany deficytem kadry medycznej) rodzaj kwalifikowania chorych do dalszych badań, został przez 80 procent z nich oceniony pozytywnie.

Jednocześnie chcemy podkreślić, że zdarzające się jednostkowo przypadki przychodni, które rzeczywiście nie udzielają innych porad, niż teleporady, powinny być srogo piętnowane, ale nie mogą rzutować na obraz zdecydowanej większości rzetelnie pracujących lekarzy POZ.

Przekazujemy te informacje do głębszej refleksji związanej z etyką dziennikarską oraz odpowiedzialnością za słowa,

Michał Sutkowski - Lekarz rodzinny - Rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce

Wojciech Pacholicki - Lekarz rodzinny – Wiceprezes Federacji Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia „Porozumienie Zielonogórskie”

 

 

 

POZ to nie miejsce do opieki nad pacjentami z COVID-19

 Porozumienie Zielonogórskie apeluje do ministra zdrowia o rozwagę i wspólne wypracowanie rozwiązań przy podejmowaniu decyzji związanych z opieką nad zakażonymi koronawirusem.

Federacja ostrzega, że jeśli resort zdrowia przerzuci ciężar tej opieki na podstawową opiekę zdrowotną, dojdzie do załamania systemu, przychodnie POZ staną się wylęgarnią COVID-19, a starsi pracownicy (najbardziej zagrożeni infekcją) odejdą z pracy.

Reakcję Federacji wywołały zapowiedzi medialne o planach przekazania obowiązków dotyczących pacjentów z COVID-19 lekarzom podstawowej opieki zdrowotnej. Swoje stanowisko w tej sprawie Porozumienie Zielonogórskie przekazało już wcześniej ministrowi zdrowia:
W ciągu roku lekarze POZ udzielają ponad 600 tys. świadczeń dziennie, a w sezonie jesienno-zimowym jest ich jeszcze więcej. Obarczanie POZ dodatkowymi obowiązkami nie tylko medycznymi, ale przede wszystkim administracyjno-organizacyjno-biurokratycznymi bez właściwe zorganizowanej do tego infrastruktury budzi sprzeciw Federacji. Z informacji podawanych w mediach wynika jednak, że plany resortu są aktualne.

W tej sytuacji zarząd Porozumienia Zielonogórskiego zwrócił się do ministra zdrowia z kilkoma pytaniami.

W jaki sposób lekarz POZ ma różnicować i kwalifikować pacjenta infekcyjnego do wykonania lub nie diagnostyki molekularnej, skoro nie istnieją żadne algorytmy kliniczne zróżnicowania w badaniu fizykalnym infekcji wywołanej przez koronawirus, od infekcji wywołanej przez inne patogeny?

W jaki sposób ustrzec nieinfekcyjnych pacjentów placówek POZ przed transmisją zakażenia w małych przychodniach i praktykach pozbawionych śluz i filtrów z jednym wejściem i poczekalnią oraz otwartą rejestracją, przy braku przestrzegania przez chorych zasady rozdzielności czasowej?

Jak uniknąć masowego odchodzenia z pracy lekarzy i pielęgniarek po 60 roku życia, którzy znajdują się w grupie ryzyka powikłań COVID-19 i automatycznego ograniczenia dostępności do świadczeń podstawowej opieki zdrowotnej dla naszych podopiecznych?

Jak i kiedy zostanie zorganizowana komunikacja pomiędzy poszczególnymi instytucjami zajmującymi się pacjentem podejrzanym lub już zdiagnozowanym w kierunku COVID-19 tak, aby pełna i niezwłoczna informacja o tym fakcie docierała do jego lekarza rodzinnego, w celu przyjęcia odpowiedniej procedury postępowania?

Jakie będzie postępowanie sanepidu wobec przychodni/praktyki w przypadku potwierdzenia COVID-19 u pacjenta badanego tam wcześniej? Czy zostanie ona objęta kwarantanną?

Jak będą potraktowani pacjenci z kontaktu, a jak personel medyczny?

Jak długo będzie się czekać na wykonanie testu w zamkniętej przychodni?

Jak przyjąć wszystkich pacjentów (w okresie jesienno-zimowym w przeciętnej przychodni to 60-80 chorych) stosując rozdzielność czasową i zasady dezynfekcji pomiędzy pacjentami, nie ograniczając przy tym dostępności do świadczeń?

Federacja podkreśla, że jeśli nie ma satysfakcjonujących rozwiązań dla tych problemów, lekarze Porozumienia Zielonogórskiego będą zmuszeni, kierować wszystkich pacjentów z infekcjami do wykonania testu molekularnego w wyznaczonych do tego laboratoriach.
„W przeciwnym przypadku nasze praktyki i przychodnie zamienią się w wylęgarnię COVID-19 i powiększą liczbę obecnie stwierdzanych ognisk zakażeń o następne prawie dziesięć tysięcy miejsc, gdzie obecnie udzielane są świadczenia podstawowej opieki zdrowotnej” - ostrzega PZ w piśmie do ministra zdrowia.


 

Jacek Krajewski: Rosyjska ruletka w POZ

 

Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej będą mogli kierować pacjentów na testy w kierunku COVID-19, ale dopiero po fizykalnym badaniu - wynika ze strategii walki z epidemią koronawirusa jesienią, przedstawionej dziś przez Ministerstwo Zdrowia.

- To rozwiązanie oznacza, że lekarze POZ zostają włączeni do systemu opieki nad pacjentem z COVID-19 i odgrywają w nim najważniejszą rolę - komentuje prezes Porozumienia Zielonogórskiego Jacek Krajewski, podkreślając, że strategia została opracowana bez udziału organizacji pracodawców ochrony zdrowia, a więc w gronie nie w pełni reprezentatywnym. - 
Ta najważniejsza rola polega na oszczędnościach, jakie uzyska państwo, rezygnując z powszechnego testowania. Zamiast tego mamy konieczność fizykalnego badania przez lekarza POZ jako warunek skierowania na test. W praktyce oznacza to ogromne zagrożenie dla poradni POZ, które nie są przystosowane do przyjmowania pacjentów zakaźnie chorych, bo większość z nich nie jest wyposażona w śluzy, filtry i izolatki. Nie ma tu analogii do grypy, bo lekarze rodzinni przed sezonem się szczepią przeciwko tej chorobie. Konieczność fizykalnego badania osób podejrzanych o zakażenie koronawirusem jest jak rosyjska ruletka: przecież lekarz nie wie, czy pacjent ma COVID, czy nie. Sytuacja, jaką wywołuje swoją strategią Ministerstwo Zdrowia, grozi stworzeniem wielu nowych ognisk zakażeń COVID-19, a staną się nimi poradnie POZ.

Podczas dzisiejszej konferencji prasowej w Warszawie minister zdrowia Adam Niedzielski powiedział m.in.: „Tak jak z każdą infekcją pacjenci w pierwszej kolejności trafiają do POZ, czyli pod opiekę lekarza rodzinnego. Chcielibyśmy, żeby ta opieka zaczynała się od teleporady, jest to rozwiązanie, które się bardzo upowszechniło i które również ogranicza ryzyko transmisji wirusa. Ale jeżeli będą się objawy przedłużały i po 3-5 dniach utrzymywały bądź nasilały, to wtedy oczywiście jest konieczność badania fizykalnego, bo ono ma poprzedzić decyzję o skierowaniu na badanie w kierunku COVID. Jeżeli ten wynik będzie ujemny, to pacjent zostaje w POZ, a jeżeli wynik będzie pozytywny to taki pacjent jest kierowany na tzw. ścieżkę zakaźną".

 

 

Lekarze pierwszego kontaktu są bardziej zagrożeni wypaleniem zawodowym niż przedstawiciele innych zawodów medycznych - informuje "Journal of American Board of Family Medicine".

 

Wypalenie zawodowe jest coraz poważniejszym problemem dotyczącym zdrowia publicznego. Według National Academy of Sciences od 35 do 54 proc. amerykańskich lekarzy i pielęgniarek wykazuje poważne objawy wypalenia.

Dr Debora Goetz Goldberg z George Mason University przeprowadziła badanie dotyczące lęku jako elementu i wskaźnika wypalenia zawodowego wśród różnych pracowników podstawowej opieki zdrowotnej. Jej zespół przebadał 1273 pracowników służby zdrowia ze 154 gabinetów podstawowej opieki zdrowotnej w Wirginii. Do oceny odczuć, emocji i postaw uczestników w związku ze zmianami organizacyjnymi i technologicznymi wykorzystano Change Diagnostic Index (CDI).

U lekarzy zanotowano najwyższe wskaźniki wypalenia zawodowego na poziomie 31,6 proc. Wskaźniki sięgające 17,2 proc. stwierdzono u pielęgniarek, pielęgniarek anestezjologicznych czy asystentów lekarzy, 18,9 proc. u personelu pomocniczego (na przykład techników, fizjoterapeutów, protetyków) i 17,5 proc. u personelu administracyjnego.

Lęk znacznie podnosił prawdopodobieństwo wypalenia zawodowego wśród pracowników podstawowej opieki zdrowotnej. Lekarze, którzy doświadczyli rosnącego lęku i wycofania byli ponad trzy razy bardziej skłonni do zgłaszania wypalenia zawodowego niż ci, którzy ich nie doświadczali.

- Wypalenie zawodowe to zespół charakteryzujący się znacznym wyczerpaniem emocjonalnym, depersonalizacją i niskim poczuciem osobistych osiągnięć w pracy - wyjaśnia Goldberg. - Ważne jest, aby zrozumieć, w jaki sposób pracownicy służby zdrowia reagują na te zmiany oraz czy niektóre grupy są bardziej narażone na wypalenie zawodowe i dlaczego. Ma to krytyczne znaczenie ze względu na ogromną ilość zmian zachodzących w branży opieki zdrowotnej, przewidywane niedobory lekarzy i pielęgniarek, a ostatnio nadzwyczajne obowiązki nałożone na nich podczas pandemii COVID-19 - mówi badaczka.

- To problem nie tylko lekarzy - wyjaśnia Goldberg. - Te ustalenia mówią nam, że musimy nadać priorytet zrozumieniu i zajęciu się wypaleniem klinicystów na poziomie systemu i na poziomie lokalnym. Koszt ludzki, a także spodziewane w przyszłości poważne niedobory lekarzy sprawiają, że to poważny problem dla zdrowia publicznego - podkreśla. 

Paweł Wernicki

Deklaracje wyboru w POZ - wszystkie wzory w jednym czasie

Zmieniają się wzory deklaracji wyboru świadczeniodawcy udzielającego świadczeń z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej - projekt rozporządzenia ministra zdrowia w tej sprawie trafił do konsultacji społecznych.

Generalnie chodzi o ich uproszczenie, tak by pacjent, wybierający swojego lekarza, pielęgniarkę czy położną nie musiał wypełniać gigantycznych formularzy, zawierających często niepotrzebne informacje. O takie zmiany zabiegało Porozumienie Zielonogórskie, na którego wniosek nowe zapisy dotyczące wzorów deklaracji zostały wprowadzone do znowelizowanej ustawy o podstawowej opiece zdrowotnej. Jednak w rozporządzeniu, stanowiącym akt wykonawczy do ustawy, znalazły się punkty, z którymi Federacja nie może się zgodzić.

Pierwszy z nich dotyczy przesunięcia aż o pięć lat wejścia w życie wzoru deklaracji wspólnej dla lekarza, pielęgniarki i położnej POZ. Zdaniem Porozumienia Zielonogórskiego, jest to niezgodne z samą ustawą, a także zasadami logiki.

- Zgodnie z ustawą, są różne warianty deklaracji wyboru - tłumaczy wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego Tomasz Zieliński. - Pacjent może zapisać się osobno do lekarza, pielęgniarki i położnej, nawet w różnych podmiotach. Zabiegaliśmy o to, by dla wygody pacjenta i ograniczania biurokracji istniała możliwość złożenia wspólnej deklaracji - na jednym formularzu, jednocześnie do lekarza, pielęgniarki i położnej. Ten postulat został spełniony, ale z niezrozumiałych powodów wspólne deklaracje - jako jedyne - miałyby wejść w życie dopiero w 2025 r..

Wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego podkreśla, że istnienie wspólnych deklaracji w niczym nie ogranicza prawa wyboru pacjenta. W dalszym ciągu mógłby on, tak jak dotychczas, leczyć się w jednej przychodni, a korzystać ze świadczeń pielęgniarskich zupełnie gdzie indziej. Wielu pacjentów jednak chce mieć wszystkie świadczenia w jednej przychodni i byłoby o wiele prościej, gdyby nie musieli wypełniać dwóch lub trzech deklaracji, tylko jedną. I to już, a nie dopiero za pięć lat.

Zdaniem Federacji przepisy ustawy o podstawowej opiece zdrowotnej nie dają ministrowi zdrowia delegacji do różnoczasowego wprowadzania wzorów deklaracji wyboru, a wszystkie wzory deklaracji wyboru powinny obowiązywać nie później niż 24 miesiące od czasu wejścia w życie ustawy – przepisy dotyczące wszystkich nowych wzorów deklaracji wyboru powinny obowiązywać już od 1 grudnia 2019.

Kolejna uwaga Porozumienia Zielonogórskiego do projektu rozporządzenia dotyczy jednego z objaśnień do wzorów deklaracji: „Deklaracje złożone przez przedstawicieli ustawowych w imieniu osób małoletnich po uzyskaniu przez nie pełnoletności zachowują ważność, z wyjątkiem sytuacji, gdy lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej jest lekarz posiadający specjalizację I lub II stopnia lub tytuł specjalisty w dziedzinie pediatrii.” Podobny zapis znajduje się w obecnie obowiązujących wzorach. Wynika z niego, że w razie sytuacji, gdy wybranym lekarzem jest pediatra, deklaracja wyboru nie zachowa swej ważności. W uwagach przekazanych MZ Federacja zauważa jest to niezgodne z postanowieniami art. 10 ust. 7 ustawy o podstawowej opiece zdrowotnej, według którego deklaracja zachowuje swoją ważność w zakresie wyboru świadczeniodawcy.

„W treści rozporządzenia należy wyraźnie zapisać, że wzory określają jedynie zakres informacyjny deklaracji i nie muszą być odwzorowywane dokładnie oraz że objaśnienia nie muszą być każdorazowo drukowane i dołączane do zbieranych deklaracji. Ilość zbędnego papieru zużywanego a potem przechowywanego przez lata jest tak duża, że należy maksymalnie ograniczać jego ilość generowaną kolejnymi przepisami” - postuluje Porozumienie Zielonogórskie.

 

Luki w systemie informacji o zakażonych

Porozumienie Zielonogórskie zwróciło się do prezesa NFZ oraz ZUS w sprawie pacjentów zakażonych koronawirusem przebywających w izolacji. Federacja zwraca uwagę na poważne wady działania systemu informacji o pacjentach z dodatnim wynikiem na obecność wirusa SARS-CoV-2 i proponuje rozwiązanie problemu.

Dotyczy on całego kraju, ale szczególnie jest nasilony na Śląsku, gdzie ujawniano w ostatnich tygodniach największe ognisko epidemii.

- Obecnie bardzo duża liczba naszych pacjentów znajduje się w takiej sytuacji, że posiadając wynik dodatni przebywają w izolacji, przechodząc chorobę bezobjawowo i cały obowiązek pisania zwolnień spadł na lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej - wyjaśnia Daniel Kowalczyk ze Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia Województwa Śląskiego "Porozumienie Zielonogórskie”. - Stacje sanepidu odsyłają pacjentów do poradni POZ po zwolnienia lekarskie. Jednak lekarze mają możliwość zdobycia wiedzy o chorobie i zakażeniu jedynie na podstawie przeprowadzonej rozmowy z pacjentem w ramach teleporady. Nie widząc wyniku potwierdzającego chorobę są stawiani przed faktem i wymaga się od nich wystawiania zwolnienia nawet na okres 4 do 6 tygodni, ponieważ tak długo trwa izolacja niektórych pacjentów.

Interweniując w tej sprawie u prezesa NFZ Porozumienie Zielonogórskie podkreśla wady działania systemu. Wprawdzie w systemie e-WUŚ pojawia się informacja o wynikach badań na obecność wirusa, ale z opóźnieniem - nawet do ośmiu dni. W efekcie informacja od pacjenta twierdzącego, że jest zarażony wirusem SARS-CoV-2, jeszcze przez kilka dni jest dla lekarza POZ formalnie niepotwierdzona. Kolejna kwestia dotyczy różnicy między kwarantanną a izolacją, której system nie uwzględnia.

- W przypadku każdego z „dodatnich” pacjentów w e-WUŚ pojawia się informacja o tym, że jest objęty kwarantanną - tłumaczy prezes Porozumienia Zielonogórskiego Jacek Krajewski. - W rzeczywistości w większości przypadków pacjenci ci nie są poddani formalnej kwarantannie, ale są skierowani do izolacji. Tymczasem dla lekarza ta różnica ma istotne znaczenie. Formalne skierowanie na kwarantannę oznacza bowiem dysponowanie przez pacjenta decyzją inspekcji sanitarnej, która sama w sobie jest dokumentem usprawiedliwiającym nieobecność pracownika w pracy. Przebywanie zaś w izolacji, bez decyzji o kwarantannie oznacza, że pacjent nie ma dokumentu zwalniającego go z obowiązku świadczenia pracy. Takiemu pacjentowi rzeczywiście niezbędne jest wypisanie zwolnienia lekarskiego.

Porozumienie Zielonogórskie proponuje proste rozwiązanie problemu. Wystarczy natychmiastowe przekazywanie, w trybie on-line, przez poszczególne inspekcje sanitarne wyników badań na obecność wirusa świadczeniodawcom POZ.

Porady w sprawie teleporady - dla lekarza i pacjenta

Porady w sprawie teleporady - dla lekarza i pacjenta
Przestawienie się z tradycyjnej formy kontaktu lekarza z pacjentem na system teleporad nie dla każdego jest proste. Dotyczy to zarówno lekarza, który musi umiejętnie prowadzić rozmowę, by zebrać od chorego jak najwięcej konkretnych informacji, jak i pacjenta, przywykłego do osobistych wizyt w gabinecie. By pomóc jednym i drugim, Porozumienie Zielonogórskie przygotowało cykl poradników. Adresowany do lekarzy to webinar w formie kilkunastominutowego filmu, zrealizowanego przy udziale Fundacji na rzecz Medycyny Rodzinnej oraz wskazówki dla pacjenta, które są 13-punktową instrukcją pt. „Szczęśliwa trzynastka, czyli jak dobrze przygotować się do teleporady”, a także cykl edukacyjny w formie infografik przydatnych dla lekarzy i ich podopiecznych. W ciągu najbliższych tygodni będziemy przedstawiać zbiór niezbędnych informacji, które ułatwią funkcjonowanie w nowej rzeczywistości.

W jaki sposób lekarz powinien się przygotować do teleporady, na co zwrócić uwagę podczas pracy zdalnej; jak umiejętnie przejąć inicjatywę i kierować rozmową, jednocześnie dając pacjentowi poczucie, że jest ważny i słuchany; czego unikać w kontakcie z trudnym pacjentem - to tylko niektóre pytania, na jakie odpowiada w webinarze psychoterapeutka Izabela Boryczka. Sporo uwagi poświęca przy tym budowaniu dobrych relacji z pacjentem, bo przecież jest to możliwe nawet przez telefon. „Uśmiechnij się w trakcie rozmowy, uśmiech słychać przez telefon” - radzi psychoterapeutka i trudno się z tym nie zgodzić.
„Szczęśliwa trzynastka” dla pacjenta została opracowana na podstawie doświadczeń lekarzy Porozumienia Zielonogórskiego z całej Polski. Zawiera 13 punktów, gdzie w prosty sposób instruuje się pacjentów, jak powinni postępować, by teleporada była jak najbardziej efektywna. Niektóre z nich mogą się wydawać oczywiste (np. „Przygotuj coś do pisania”), ale po przeszło dwóch miesiącach pracy w warunkach epidemii, lekarze wiedzą doskonale, że nawet najprostsze sprawy przestają być proste, gdy wszyscy jesteśmy w długotrwałym stresie.

„Szczęśliwa trzynastka, czyli jak dobrze przygotować się do teleporady”
1.Gdy umawiasz się na telewizytę, pamiętaj o punktualności.
2. Za pomocą teleporady możesz uzyskać e-zwolnienia, e-recepty, e-skierowanie.
3. Zajmij wygodne miejsce, tak by nikt i nic Ci nie przeszkadzało.
4. Przygotuj coś do pisania (kartka, długopis).
5. Przygotuj dzienniczki samokontroli, wyniki badań.
6. Przygotuj listę leków oraz innych preparatów, które przyjmujesz (również kupowanych w aptece bez recepty).
7. Dowiedz się w jaki sposób będzie weryfikowana przez lekarza Twoja tożsamość (jeżeli do identyfikacji potrzebny będzie PESEL, przygotuj go, był pod ręką).
8. Spisz pytania do lekarza, zapisz o czym chcesz z nim porozmawiać.
9. Upewnij się, że dobrze zapisałeś zalecenia lekarza.
10. Upewnij się, czy prawidłowo zapisałeś pin do recepty.
11. Odwołaj teleporadę, gdy nie możesz z niej skorzystać.
12. Pamiętaj, że na podstawie teleporady, jeżeli to będzie potrzebne, lekarz może zaprosić Cię do przychodni na wizytę osobistą.
13. Zaufaj swojemu lekarzowi, on wybierze odpowiednią dla Ciebie formę konsultacji.

Webinar - cały film
https://www.youtube.com/watch?v=JDR9tQgsrk4&t=5s

Webinar wersja krótsza (w 2 częściach)
https://www.youtube.com/watch?v=_-7QlLvzmcc&t=69s
https://www.youtube.com/watch?v=8xXXihnqQSI&t=14s

Poradnik „Szczęśliwa trzynastka, czyli jak dobrze przygotować się do teleporady

Załączniki:
szczesliwa_trzynastka_v1.pdf
szczesliwa_trzynastka_v2.pdf

 

Medycyna rodzinna sprawdza się w trudnym czasie

Lekarze rodzinni na pierwszej linii” - to hasło tegorocznego Światowego Dnia Lekarza Rodzinnego, obchodzonego na całym świecie 19 maja. W tym roku nawiązuje ono do pandemii koronawirusa, z którą zmaga się niemal cały świat i w której niejednokrotnie to lekarze ponoszą najwyższą ofiarę.
Na szczęście, w Polsce nie doszło do tak dramatycznej sytuacji, jaka miała miejsce w wielu innych europejskich krajach. Jak wynika z naszych rodzimych doświadczeń z ostatnich miesięcy, podstawowa opieka zdrowotna należy do tych elementów systemu ochrony zdrowia, który najskuteczniej opiera się epidemii. Wyłączenie z pracy przychodni POZ z powodu zakażenia personelu lub kontaktu z zakażonymi zdarza się sporadycznie i zwykle dzięki sprawnej organizacji udaje się szybko przywrócić normalne funkcjonowanie. I to wszystko w sytuacji, gdy lekarze i pielęgniarki POZ nie mają powszechnego dostępu do testów na koronawirusa, w przeciwieństwie do personelu medycznego szpitali czy domów pomocy społecznej. Jak to się udaje?
- Potrafiliśmy skorzystać z nowych narzędzi, jakie daje nam telemedycyna, dzięki czemu mogliśmy zamknąć drzwi przychodni przed koronawirusem, ale nie przed pacjentami - mówi prezes Porozumienia Zielonogórskiego Jacek Krajewski. - Jednak nowoczesne technologie to nie wszystko. Są one w naszym przypadku tym bardziej skuteczne, im lepiej znamy naszych pacjentów. Sprawdza się zatem cała idea medycyny rodzinnej. Lekarz, który latami leczy pacjenta, a zwykle też jego rodzinę, ma dogłębną wiedzę o jego stanie zdrowia, potrafi zauważyć niepokojące sygnały nawet podczas teleporady. I z drugiej strony - jeśli pacjent ma zaufanie do swojego lekarza, to rozmowa przez telefon wygląda zupełnie inaczej niż w przypadku takiego kontaktu dwóch anonimowych osób. Kiedy odbieram w przychodni telefon, słyszę najczęściej konkretnego człowieka z całą jego zdrowotną historią, a nie tylko kolejny przypadek z problemem do rozwiązania. Prezes Porozumienia Zielonogórskiego uważa, że narzędzia sprawdzone w czasie epidemii wyznaczą także kierunek na przyszłość. Większość pacjentów doceniło komfort uzyskania pomocy medycznej bez wychodzenia z domu. Należy się spodziewać, że także po epidemii w POZ będzie więcej teleporad, które pozwalają usprawnić pracę lekarzy, a dla pacjentów są po prostu wygodne.
- Życząc kolegom wytrwałości i zdrowia z okazji Światowego Dnia Lekarza Rodzinnego, dziękuję im jednocześnie za wszystko, co robią w tym trudnym dla nas wszystkim czasie - dodaje Jacek Krajewski. - Rzeczywiście, zgodnie z tegorocznym hasłem naszego święta, jesteśmy na pierwszej linii, dajemy radę i nawet gdy decydenci o nas zapominają, my jesteśmy z naszymi pacjentami. Taki właśnie jest sens pracy lekarza i tak trzymajmy.

 

Odzież ochronna dla pracowników przychodni potrzebna od zaraz

Opinia eksperta Porozumienia Zielonogórskiego:
W dobie epidemii COVID-19 urzędnicy Ministerstwa Zdrowia, NFZ i Głównego Inspektora Sanitarnego skupili się na działaniach służącym zapobieganiu rozprzestrzeniania się zakażeń koronawirusowych. Niestety brakuje planów zagwarantowania w nadchodzących miesiącach należytej opieki ambulatoryjnej i szpitalnej pacjentom niezakażonym. Ich potrzeby zdrowotne związane m.in. z chorobami przewlekłymi nie są aktualnie zaspokajane w należyty sposób i można mieć obawy czy to się w najbliższym czasie zmieni.


Zgodnie ze schematem działania dla podstawowej opieki zdrowotnej na czas epidemii, opublikowanym przez GIS 13.03., a przygotowanym przy współudziale konsultanta krajowego medycyny rodzinnej i ekspertów Porozumienia Zielonogórskiego, od połowy marca ok. 90 % wizyt u lekarza POZ jest realizowanych w trybie teleporad, a osobista wizyta pacjenta w przychodni lub wizyta domowa jest realizowana na podstawie zalecenia lekarza udzielonego podczas porady telefonicznej. Przeprowadzone przez Porozumienie Zielonogórskie analizy dowodzą, że liczba porad udzielonych pacjentom przez lekarzy rodzinnych zasadniczo utrzymuje się na podobnym poziomie jak przed epidemią, a zadowolenie z funkcjonowania podstawowej opieki zdrowotnej jest nawet większe niż wcześniej, o czym świadczy m.in. brak skarg do NFZ na funkcjonowanie POZ. Może poza przejściowymi trudnościami w dodzwonieniu się do niektórych przychodni, co skłoniło zarządzających nimi do udostępnienia pacjentom dodatkowych linii telefonicznych.

Jednak teleporady nie zaspokajają wszystkich potrzeb zdrowotnych pacjentów w ramach podstawowej opieki zdrowotnej i niektórzy z nich (aktualnie ok. 5-10%) proszeni są do osobistego stawienia się w przychodni. W dobie epidemii wszyscy pacjenci pozostający w bliskim kontakcie z pracownikami medycznymi powinni być traktowani jako potencjalnie zarażeni COVID-19, nawet wtedy, kiedy nie zgłaszają objawów infekcji układu oddechowego. Przed wizytą każdy pacjent powinien mieć możliwość dezynfekcji rąk, włożyć jednorazowe rękawiczki i założyć maseczkę chirurgiczną. Natomiast przyjmujący lekarz lub pielęgniarka muszą być ubrani w zestaw odzieży ochronnej składający się co najmniej z maski chirurgicznej i przyłbicy lub gogli oraz rękawiczek jednorazowych i fartucha ochronnego. Niestety, występują nadal duże niedobory środków ochrony indywidualnej, zwłaszcza jednorazowych fartuchów ochronnych, których od miesiąca nie można nigdzie kupić! Wszystkie środki ochrony osobistej będące w dyspozycji Państwa Ministerstwo Zdrowia i wojewodowie kierują do szpitali – nie tylko tych, które zajmują się pacjentami zakażonymi COVID-19, ale również do pozostałych. Wydaje się, że o istnieniu przychodni urzędnicy zapomnieli. Chociaż może nie do końca…. Po wielokrotnych apelach Federacji Porozumienie Zielonogórskie przychodnie otrzymały do tej pory po 15 litrów środka dezynfekcyjnego oraz po 100 par rękawiczek i 100 sztuk maseczek chirurgicznych. Taka ilość to jest kropla w morzu potrzeb.

17.04. został opublikowany przez Ministra Zdrowia i Głównego Inspektora Sanitarnego komunikat zalecający wznowienie wykonywania obowiązkowych szczepień ochronnych u dzieci i młodzieży, ze szczególnym uwzględnieniem kalendarza szczepień wymaganych w pierwszych dwóch latach życia dziecka. Zalecono zachowanie szczególnych środków ostrożności i użycie środków ochrony osobistej. Postulat wznowienia realizacji szczepień jest ze wszech miar słuszny i popierany przez lekarzy rodzinnych. Pozostaje jednak drobny, ale bardzo istotny szczegół. W jaki sposób przychodnie mają pozyskać zalecany w komunikacie zestaw odzieży ochronnej? W ramach realizacji obowiązkowych szczepień ochronnych sanepid dostarcza jedynie szczepionki. Dlaczego Panowie Minister Zdrowia i Główny Inspektor Sanitarny „zapomnieli” o dopisaniu środków ochrony indywidualnej dla lekarzy i pielęgniarek do szczepionek przekazywanych przychodniom przez Sanepid?

Od początku epidemii COVID-19 nie najlepiej wygląda realizacja świadczeń w poradniach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS), które również dotkliwie odczuwają brak środków ochrony osobistej.
Zgodnie ze zmienionymi zapisami umów z NFZ możliwe jest udzielanie porad telefonicznych przez lekarzy wyłącznie pacjentom odbywającym wizyty kontrolne. Natomiast pacjenci ze skierowaniem do poradni AOS nie mogą skorzystać z pierwszorazowej porady w trybie rozmowy telefonicznej i najczęściej nadal czekają w kolejce, wydłużającej się o czas bliżej nieokreślony. Apele Federacji Porozumienie Zielonogórskie, żeby umożliwić realizację teleporad u wszystkich pacjentów, tak jak to się dzieje w POZ, spotkały się z odmową ze strony Bernarda Waśko, Zastępcy Prezesa NFZ ds. Medycznych. W efekcie pacjenci skierowani do poradni AOS czekają na poprawę sytuacji epidemiologicznej, mogą co najwyżej skorzystać z porady lekarza rodzinnego, a w przypadku pogorszenia stanu zdrowia z pomocy pogotowia ratunkowego lub szpitalnego oddziału ratunkowego.

Jeżeli pacjent znajduje się już pod kontrolą lekarza AOS, ale jego stan jest stabilny, to najczęściej musi też czekać na wykonanie wcześniej zaplanowanych badań diagnostycznych, które wymagają osobistej wizyty w przychodni, takich jak np. EKG, spirometria, USG, echokardiografia czy spirometria.
Podobnie jest z zabiegami rehabilitacyjnymi i leczeniem stomatologicznym.

Przychodnie starają się przyjmować pacjentów, którzy nie mogą czekać, na przykład kobiety w ciąży, wykorzystując posiadane niewielkie zasoby środków ochrony indywidualnej. Jednak bez gwarancji zaopatrzenia w odzież ochronną ze strony Państwa, w nadchodzących tygodniach i miesiącach nie będzie możliwe zapewnienie ciągłości realizacji świadczeń ambulatoryjnych wymagających osobistej wizyty pacjentów w przychodniach, które są konieczne dla utrzymania ich w zdrowiu.

Andrzej Zapaśnik, kierownik przychodni BaltiMed w Gdańsku, członek zarządu Pomorskiego Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia

 

 

POZ to najlepiej działający element systemu ochrony zdrowia w Polsce

Agnieszka Mastalerz-Migas: POZ to najlepiej działający element systemu ochrony zdrowia w Polsce
Aktualizacja programu specjalizacji medycyny rodzinnej, zwiększenie liczby placówek uprawnionych do przeprowadzania szkolenia specjalizacyjnego i lepszy nadzór nad jakością tego szkolenia - to pierwsze zadania, jakie postawiła przed sobą nowa konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej dr hab. Agnieszka Mastalerz-Migas.

Na stanowisko konsultanta została powołana 19 lutego br., ale z medycyną rodzinną jest związana od wielu lat. Pełni funkcję prezesa zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej, jest kierownikiem Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu oraz wieloletnim członkiem Porozumienia Zielonogórskiego, ponieważ od kilkunastu lat prowadzi praktykę lekarza rodzinnego.W ocenie konsultant krajowej ds medycyny rodzinnej podstawowa opieka zdrowotna w Polsce funkcjonuje bardzo dobrze, uwzględniając realne możliwości systemu i stopień finansowania.

- Mimo tego, że brakuje lekarzy, a poziom finansowania POZ jest daleki od naszych oczekiwań i potrzeb, to jednak POZ działa sprawnie - uważa dr hab. Agnieszka Mastalerz-Migas. - Świadczą o tym setki tysięcy porad udzielanych każdego dnia. Rocznie jest to przeszło 150 milionów, a to oznacza, że przeciętny Polak odwiedza swojego lekarza nawet 5 razy w roku. Nie byłoby to możliwe bez determinacji i dobrej organizacji lekarzy rodzinnych i innych lekarzy POZ, i chwała im za to. Konsultant ds medycyny rodzinnej zwraca jednak uwagę na nierówny dostęp do POZ w różnych regionach kraju. Problem braku kadry widać najczęściej w małych miejscowościach, gdzie nie ma kto zastąpić lekarza, który odszedł na emeryturę lub zmarł. Takich białych plam w systemie nie brakuje, a wieloletnie zaniedbania w szkoleniu specjalizacyjnym powodują, że szybko nie uda się wypełnić luki pokoleniowej. Są i powody do optymizmu:

- Od kilku lat, po okresie zastoju, obserwujemy większe zainteresowanie młodych lekarzy wyborem specjalizacji medycyny rodzinnej - mówi dr hab. Agnieszka Mastalerz-Migas. - Przestała się ona jawić jako „gorsza”, a lekarze zaczęli dostrzegać jej potencjał, doceniać niezależność lekarza rodzinnego i zalety profesjonalnej, kompleksowej opieki nad pacjentem. Problemem pozostaje zbyt mała liczba akredytowanych placówek, które oferują szkolenie specjalizacyjne dobrej jakości. Jego rozwiązanie jest dla mnie priorytetowym zadaniem jako krajowego konsultanta w dziedzinie medycyny rodzinnej i tym zamierzam się zająć już na początku kadencji.
 

 

 

Informacja w sprawie zaświadczeń 500+ dla niepełnosprawnych

Szanowni Państwo,

Ustawodawca przyznając świadczenie 500+ osobom niezdolnym do samodzielnej egzystencji, nie wprowadził zmian w katalogu nieodpłatnych zaświadczeń i orzeczeń dla osób majacych prawo do świadczeń finansowanych przez NFZ – dlatego lekarze powinni traktować to zaświadczenie – tak jak każdy inny dokument wydawany na życzenie pacjenta i pobierać za niego opłatę zgodną z cennikiem danej placówki. Wszelkie uwagi w tym zakresie powinny być kierowane do twórców tej legislacji.
ZUS za to zadbał o siebie biorąc 2,5 proc. prowizji od rządu za to zadanie.

 

500+ dla niepełnosprawnych to tysiące dodatkowych pacjentów w POZ

1 października wejdzie w życie ustawa o świadczeniu uzupełniającym dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji (tzw. 500+ dla niepełnosprawnych). Według szacunków ZUS, o świadczenie może się ubiegać nawet 850 tysięcy osób. Większość z nich zjawi się w przychodniach POZ po zaświadczenie o stanie zdrowia.

- Już teraz w praktykach lekarzy rodzinnych obserwujemy pierwszą falę tych osób, a spodziewamy się, że będzie ich coraz więcej - przyznaje ekspert Porozumienia Zielonogórskiego Joanna Szeląg. - Wnioski o to świadczenie można składać bowiem do marca 2020 r. W perspektywy lekarzy to tysiące dodatkowych pacjentów, przychodzących tylko po zaświadczenia i ograniczających dostęp do lekarza tym, którzy potrzebują pomocy ze względu na stan zdrowia. Zbliża się przecież sezon infekcyjny, w którym w przychodniach POZ zawsze jest tłoczno.

Kto przyjdzie po zaświadczenie? Aby otrzymać świadczenie uzupełniające trzeba złożyć wniosek wraz z orzeczeniem o niezdolności do samodzielnej egzystencji (lub orzeczeniem o całkowitej niezdolności do pracy i niezdolności do samodzielnej egzystencji albo orzeczeniem o zaliczeniu do I grupy inwalidów wydanym przed 1 września 1997 r. przez komisję lekarską).
Jeśli ktoś nie ma takiego orzeczenia albo upłynął okres, na który zostało ono wydane, do wniosku trzeba dołączyć zaświadczenie o stanie zdrowia wydane przez lekarza nie wcześniej niż na miesiąc przed złożeniem wniosku.

Ekspert Porozumienia Zielonogórskiego zwraca uwagę na jeszcze dwie kwestie:
- Zaświadczenie o stanie zdrowia potrzebne do wniosku jest ważne tylko miesiąc - dodaje Joanna Szeląg. - Pamiętajmy też, że zaświadczenia, wydane na drukach OL-9 wymaganych przez ZUS lub N19 (KRUS) są płatne przez pacjenta, zgodnie z cennikiem obowiązującym w przychodni.

 

List otwarty do Prezesa NFZ dr Andrzeja Jacyny

Szanowny Panie Prezesie, 

My niżej podpisani, reprezentujący organizacje skupiające polskich lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej (lekarzy rodzinnych), zawsze kierujemy się dobrem polskiego Pacjenta. Mając na uwadze jak najlepszą jakość i rozwój systemu ochrony zdrowia, przekonani iż adresujemy te słowa do Osoby zdeterminowanej w pracy na rzecz zdrowia Obywateli, lekarza, humanisty, a zarazem praktyka, wobec publicznie wypowiedzianych słów na temat podstawowej opieki zdrowotnej, oświadczamy co następuje:

podstawowa opieka zdrowotna, zarówno w Polsce jak i na świecie, jest fundamentem racjonalnego, dostępnego i przyjaznego systemu ochrony zdrowia. Od ponad 25-ciu lat POZ zapewnia holistyczną, ciągłą opiekę wszystkim pacjentom i jest gwarancją stabilności oraz dostępności systemu ochrony zdrowia. 

Nie należy zapominać, że ten fundament tworzą ludzie: lekarze, pielęgniarki i położne, którzy związali z POZ swoje życie zawodowe. Lekarze rodzinni, a także inni specjaliści pracujący w opiece podstawowej codziennie realizują opiekę nad pacjentami, zapewniając im najlepszą możliwą diagnostykę, profilaktykę i leczenie, pomimo ograniczonych środków finansowych, ogromu biurokracji i braków kadrowych, które z roku na rok są coraz bardziej dotkliwe. 

W POZ w ubiegłym roku zrealizowano ponad 170 mln porad, co daje ok. 700 tys. porad dziennie. To ogromna, tytaniczna wręcz praca, realizowana przez tysiące zaangażowanych lekarzy, pielęgniarek, położnych POZ.

Analizując wyniki badań satysfakcji pacjentów, to POZ jest najlepiej ocenianym przez polskich Pacjentów elementem systemu i gwarantem jego stabilności i dostępności, to w POZ nie ma kolejek, a pacjenci są obsługiwani w sposób kompleksowy na tyle, na ile pozwalają możliwości prawne i finansowe. 

Lekarze rodzinni, którzy założyli własne praktyki, decydując się na ryzyko związane z funkcjonowaniem w realiach działalności gospodarczej zasługują na najwyższe uznanie – bo nie tylko leczą, ale również organizują opiekę zdrowotną podopiecznym, często rezygnując przez wiele lat z urlopów, życia rodzinnego – bowiem zwłaszcza w mniejszych ośrodkach brak kadr jest dojmujący. To dzięki temu, że tylu lekarzy rodzinnych prowadzi prywatne praktyki, zawierając kontrakty z NFZ, POZ nie zadłuża się i pomimo skromnych środków – zapewnia opiekę pacjentom. Lekarze rodzinni nie mają zapewnionego czasu na edukację, rozwój naukowy – wszystko co realizują, odbywa się w ich czasie wolnym (weekendy, wieczory). 

Wysoka jakość i efektywność systemu zdrowia na świecie zawsze wynika ze stałego wzmacniania opieki podstawowej, która jako jedyna jest w stanie zapewnić kompleksową, dostępną pacjentowi opiekę, natomiast rolą organizatora systemu jest zapewnienie możliwości efektywnej współpracy ze strukturami opieki specjalistycznej, szpitalnej i opieki doraźnej. 

Prosimy o szacunek dla zintegrowanego podejścia, które odpowiada za efektywność opieki medycznej w POZ, gdzie lekarz rodzinny - zaufany przewodnik i doradca diagnozuje i leczy swoich pacjentów. Szanujmy, że POZ ciężko pracuje, mając do dyspozycji nie 20% (co jest standardem światowym) lecz jedynie 13% środków płatnika. 

Polską medyczną racją stanu jest nade wszystko edukacja obywateli -zarówno zdrowotna, jak i dotycząca działania systemu ochrony zdrowia. Róbmy to wspólnie, naprawiajmy system, domagajmy się odpowiedniego finansowania, ale proszę nie obarczać winą za niedomogi systemu ciężko pracujących ludzi. To nieprawda, że „od POZ zaczyna się całe zło”. Nie ma naszej zgody na taką narrację. 

Profesjonaliści medyczni, opiekujący się Pacjentami na poziomie podstawowym, a zarazem często zaangażowani społecznicy rozumieją swoją rolę w systemie, a będąc w dialogu z organizacjami pacjenckimi, publicznym nabywcą świadczeń i wszystkimi podmiotami w systemie wyrażają stanowczo i solidarnie wobec Pana oczekiwania, iż Pana wypowiedzi będą formułowane w sposób przemyślany i rzetelny. 

Jacek Krajewski
Prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie

dr hab. Tomasz Tomasik
Prezes Stowarzyszenia Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce

dr hab. Agnieszka Mastalerz-Migas
wiceprezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej (PTMR) 

 

Prezes NFZ szykuje wojnę z lekarzami podstawowej opieki zdrowotnej

Porozumienie Zielonogórskie sprzeciwia się wprowadzeniu standardu rachunku kosztów w podmiotach leczniczych POZ, które ma wejść w życie od przyszłego roku. Zdaniem Federacji, taki obowiązek uderzy szczególnie w małe poradnie lekarzy POZ, przysparzając lekarzom niepotrzebnej biurokratycznej pracy kosztem czasu dla pacjentów, którego i tak brakuje. Ponadto Federacja domaga się udziału w pracach, Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, które obecnie odbywa się bez jej udziału, choć w dużej mierze dotyczą POZ.

W Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji trwają prace nad standardem rachunku kosztów w podmiotach leczniczych, wprowadzanym na podstawie noweli ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych z dnia 22 lipca 2014 roku, która wchodzi w życie 1 stycznia 2020 r. Art. 31 lc ust. 6 wprowadza zapis, zgodnie z którym wszyscy świadczeniodawcy, którzy zawarli z NFZ umowy o udzielanie świadczeń zdrowotnych będą zobowiązani do stosowania standardu rachunku kosztów opracowanego według zaleceń zawartych w rozporządzeniu ministra zdrowia. Oznacza to, że od 1 stycznia przyszłego roku każdy świadczeniodawca, niezależnie od formy prawnej prowadzonej działalności, ilości zatrudnionego personelu, liczby pacjentów czy zakresu realizowanych świadczeń będzie zobowiązany do prowadzenia bardzo szczegółowego rachunku kosztów. Zdaniem Porozumienia Zielonogórskiego wykracza on znacznie poza rachunki prowadzone dla potrzeb własnych czy rozliczeń fiskalnych.
- W naszej opinii, nowela przygotowana przez ówczesnego ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza jest zbyt daleko idąca i nie może się ostać w obecnie projektowanym kształcie - mówi wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego Marek Twardowski. - Nie sposób bowiem wymagać, by np. jednoosobowo udzielający świadczeń lekarz lub małe praktyki POZ przygotowywały szczegółowy rachunek kosztów według standardów, którym sprostać mogą jedynie wykwalifikowane służby księgowe dużych podmiotów leczniczych. Lekarze POZ przyjmują dziennie po kilkudziesięciu pacjentów i już teraz są zbyt obciążeni biurokratycznymi i nikomu niepotrzebnymi czynnościami. Dodawanie im kolejnych czasochłonnych i absurdalnych obowiązków jest nie do przyjęcia. Spowoduje to również niechęć młodych lekarzy do podjęcia pracy w POZ.
Zarząd Federacji Porozumienia Zielonogórskiego zwrócił się w tej sprawie do prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, przedstawiając swoje uwagi do projektowanych zmian i wnosząc o włączenie do prac nad nimi także swoich przedstawicieli. Prace te dotyczą w dużym stopniu podmiotów podstawowej opieki zdrowotnej, a mimo to Federacja nie została o nich poinformowana. W piśmie do prezesa AOTMiT podano wiele mówiący o standardach informacyjnych przykład: informacja o organizowanej konferencji dotyczącej projektu prac nad standardem rachunku kosztów w podmiotach leczniczych została zamieszczona na stronie internetowej agencji na dzień przed jej terminem, co uniemożliwiło udział w niej przedstawicielom Porozumienia Zielonogórskiego. Federacja zapowiada interwencje w tej sprawie u ministra zdrowia i prezesa NFZ. 

 

Prezes NFZ szykuje wojnę z lekarzami podstawowej opieki zdrowotnej

4 lipca br. prezes NFZ Andrzej Jacyna wypowiedział wojnę lekarzom rodzinnym. Uczynił to na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Organizacji Ochrony Zdrowia, którego tematem była sytuacja szpitali wojewódzkich.

Podczas dyskusji dotyczącej problemów z obsadą dyżurów, stwierdził, że lekarze rodzinni powinni mieć obowiązek obsady dyżurów w nocnej pomocy lekarskiej.

Zarzucił im „wyłgiwanie się” od pracy, gdy faktycznie przyjmują chorych przez 50 godzin w tygodniu, wykonując blisko 170 mln porad rocznie i będąc najlepiej ocenianym przez polskich chorych elementem systemu opieki zdrowotnej i gwarantem jego stabilności. 

Mówiąc to wykazał się ignorancją i nieznajomością polskich oraz międzynarodowych przepisów dotyczących tego sektora ochrony zdrowia, a także amnezją, gdyż m.in. jednym z  głównych powodów powstania Porozumienia Zielonogórskiego w 2003 roku była właśnie groźba narzucenia lekarzom rodzinnym w Polsce dodatkowej, całodobowej i całorocznej opieki nad pacjentami zadeklarowanymi do ich praktyk. Doprowadziło to wówczas do kryzysu w podstawowej opiece zdrowotnej i uświadomiło rządzącym fundamentalną rolę lekarzy rodzinnych.

Prezes Jacyna zapowiedział zmiany ustawowe i przygotowanie ich projektów do połowy października i oświadczył: Myślę, że po wyborach to jest czas na stoczenie twardej dyskusji z tym towarzystwem…

Ponadto zdradził swoją wizję systemu podstawowej opieki zdrowotnej: od POZ-u zaczyna się wszelkie zło i później już idzie w górę, konsekwencje wydarzeń są znane, rozbicie, kiedyś były takie fajne ZOZ-y na poziomie powiatów, gdzie było wszystko naraz i lekarze się przemieszczali z jednego miejsca do drugiego wedle życzenia dyrektora tej jednostki – jakoś to działało, no wadą było to, że system polegał na dzieleniu na podziałki, tam gdzieś na poziomie województwa. No ale jak przypomnimy sobie współpracę pomiędzy poszczególnymi zakresami świadczeń, to ona była dużo lepsza niż dzisiaj. I trzeba szukać rozwiązań żeby to zrobić…

Słowa Jacyny wstrząsnęły całym środowiskiem lekarzy rodzinnych. Są głęboko oburzeni a Zarząd Porozumienia Zielonogórskiego skierował już do premiera skargę w tej sprawie. 

- (…) Jakiekolwiek administracyjne nakazy i zakazy, nawet Prezesa NFZ, nie poprawią opieki nad pacjentem, jeśli zostaną wprowadzone arbitralnie, wbrew dotychczasowym doświadczeniom i wspólnym ustaleniom. (…) Nasze zdumienie budzi także to, że dotychczasowe relacje Federacji Porozumienie Zielonogórskie z Ministerstwem Zdrowia i Narodowym Funduszem Zdrowia układały się należycie. (…) Wypowiedzenie takich poglądów, na kilka dni przed rozpoczęciem rozmów o nowych wspólnych projektach jest odebrane przez Federację jako świadoma chęć niedopuszczenia do ich pozytywnego finału - napisał w liście do Mateusza Morawieckiego prezes PZ Jacek Krajewski. 

- Najbardziej szokujące jest to, że prezes NFZ tęskni za przywróceniem socjalistycznego systemu podstawowej opieki zdrowotnej, której problemy do dziś pamiętają nasi starsi pacjenci i leczący ich wówczas lekarze. Nie dał sobie komunizmu z piersi wyrwać? – mówi Marek Twardowski

- Najgorsze, że Jacyna mając wieloletnią znajomość systemu ochrony zdrowia w Polsce – udowodnił to przecież mówiąc m.in. o starzejących się lekarzach rodzinnych, ich niedoborach oraz problemach z rezydenturą w podstawowej opiece zdrowotnej – chce swoje winy w zarządzaniu zrzucić na innych by utrzymać się na stołku prezesa – komentuje Tomasz Zieliński.

- Obraża nas nie tylko jego ignorancja ale przede wszystkim arogancja. Jak można nazwać nas towarzystwem, z którym po wyborach trzeba będzie twardo dyskutować? A może to premier powinien twardo podyskutować z prezesem jeszcze przed wyborami? I wytłumaczyć, że chorzy pacjenci nie oczekują powrotu do socjalistycznej służby zdrowia z poziomem, który reprezentowała – zastanawia się Marek Sobolewski.

Prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie Jacek Krajewski kończy swój list do premiera RP słowami:

Środowisko, które reprezentujemy wykonuje razem z całym naszym społeczeństwem ciężką pracę dla sprostania dzisiejszym wyzwaniom i wkłada ogromny wysiłek w umożliwienie Pacjentom uzyskiwanie świadczeń na poziomie spełniającym wymogi aktualnej wiedzy medycznej oraz zapewnienie jak najlepszej dostępności. Opinie Prezesa Jacyny są dla nas głęboko krzywdzące, budzą rozgoryczenie i wzburzenie. Liczymy na to, że Pan Premier jako zwierzchnik Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia wyciągnie wobec nieprzemyślanych opinii tego urzędnika stosowne konsekwencje. 

Natomiast w piśmie, które zostało przesłane do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, Jacek Krajewski pyta:
1. Czy wypowiedź Prezesa NFZ jest oficjalnym stanowiskiem kierowanego przez Pana Resortu?
2. Czy, po przeprowadzonych wyborach, planowana jest zmiana dotychczasowego modelu organizacyjnego i właścicielskiego POZ?
3. Kto będzie odpowiadał za chaos wywołany wdrażaniem pomysłów Prezesa NFZ Andrzeja Jacyny?


Lekarz nie jest sekretarką

Trudno znaleźć gorzej wynagradzany zawód"

Podwyżki w służbie zdrowia - Radziwiłł proponuje 50 groszy

Lekarze, pielęgniarki i studenci medycyny jadą do pracy za granicą

 

Strajkują lekarze szpitalni

Strajk lekarzy szpitalnych we Francji

Minister zdrowia się pojawił, na pytania nie chciał odpowiadać

"Głodowe pensje, precz z wyzyskiem"

"By leczyć trzeba żyć". Pierwszy taki protest

Wielki protest służby zdrowia w Warszawie

"Nie samym powołaniem medyk żyje"

Młodzi lekarze w walkach ulicznych. Runda II

Marsz medyków. "Czas na zdrowie+"

Protest pracowników służby zdrowia

"Wszyscy medycy są na ulicy!" Idą przez Warszawę

Ulicami Warszawy przeszła manifestacja Porozumienia Związków Medycznych

8 powodów, dlaczego manifestacja rezydentów nic nie da

– perspektywa lekarza emigranta ze Szwajcarii

Test na solidarność

Nie chcemy, by umierali i lekarze i pacjenci.

Kocham tę robotę, nie chcę w niej umierać.

Bukiel: Północnokoreański sposób na kolejki

Rzecznik praw obywatelskich zajął się sprawą śmierci anestezjolożki

Leczenie kosztem życia lekarza

Tragedia w szpitalu. Lekarka zapracowała się na śmierć

Pakiet onkologiczny skrócił czas oczekiwania na leczenie... o 3 dni

Urlop – dobro luksusowe

Eksperyment na lekarzach

Bezprawie w majestacie prawa

Wybór między lekarzem żadnym a martwym

Lekarka zmarła na dyżurze. Pracowała czwartą dobę

Białogard: Lekarka zmarła po czterech dobach dyżuru.

Śmierć z przepracowania?

Reformy Radziwiłła. Znamy więcej szczegółów

BEZ DODATKOWYCH SIŁ I ŚRODKÓW REFORMA SIĘ NIE UDA

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł przedstawił wczoraj założenia reformy systemu ochrony zdrowia, która ma być wprowadzana etapami. Resort zapowiada, że pierwsza jej część, dotycząca m.in. podstawowej opieki zdrowotnej, wejdzie w życie w lipcu 2017 roku.

Według zapowiedzi ministra zdrowia powstaną zespoły POZ, w ramach których (z utrzymaniem samodzielności zawodowej i finansowej) będą współpracować ze sobą lekarz, pielęgniarka, położna, pielęgniarka szkolna i dietetyk. Zespoły POZ mają także koordynować poruszanie się pacjentów po systemie opieki zdrowotnej i zbierać informacje na temat historii leczenia pacjentów, którzy uzyskali pomoc w szpitalach, czy w gabinetach opieki specjalistycznej. Odpowiadając na pytania dziennikarzy minister tłumaczył także, że konieczne jest wzmocnienie roli POZ, m.in. w leczeniu chorób przewlekłych, takich jak np. nadciśnienie tętnicze czy cukrzyca. Wielu z pacjentów z tymi schorzeniami jest pod stałą opieką specjalistów, choć z powodzeniem może ich leczyć lekarz rodzinny.

-Ze słów ministra wynika, że zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami, reforma systemu ma wzmocnić rolę podstawowej opieki zdrowotnej - komentuje wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego Marek Twardowski. - To dobry kierunek, ale diabeł tkwi w szczegółach. Bez dodatkowych sił (lekarzy i pielęgniarek) i środków (finansowych i logistycznych) to się nie uda. Przez całe dziesięciolecia media i decydenci z Miodowej wbijali do głowy naszym pacjentom, że leczyć należy się u specjalistów i w szpitalach, a lekarz POZ jest od wypisywania skierowań i powtarzania leków. Przywrócenie prawidłowej świadomości społecznej będzie niezwykle trudne. Dobrze wykształceni polscy lekarze rodzinni świetnie sprawdzają się w krajach Unii Europejskiej, gdyż tam nikt nigdy nie podważał ich wiedzy i umiejętności. Bez przeprowadzenia dużej kampanii społecznej nie ma mowy o przywróceniu zaufania zarówno pacjentów, jak i innych uczestników systemu ochrony zdrowia do wiedzy i umiejętności lekarza rodzinnego w Polsce. Eksperci Porozumienia Zielonogórskiego, będąc członkami zespołu do opracowania strategii rozwiązań systemowych w zakresie POZ, optują za tworzeniem zespołów POZ i rolą przewodnika lekarza dla pacjenta w systemie. Budzi mój niepokój zapowiedź wzrostu nakładów na ochronę zdrowia dopiero od 2018 roku. Budzi mój niepokój w dwójnasób - gdyż minister zdrowia do tej pory niczego z nami odnośnie zapisów ustawy nie uzgodnił. Nie wskazał również, od kiedy wzrosną nakłady na POZ, a przecież musimy dojść do europejskiego poziomu finansowania POZ, czyli 20 proc. sumy przeznaczonej na cały system (obecnie to niecałe 13 proc.). W planie finansowym NFZ na 2017 rok nie widzę znaczącego wzrostu nakładów środków finansowych dla POZ! Jeśli ma to się udać - to na pewno tylko wtedy, jeśli dojdzie do uzgodnień z wykonawcami, czyli lekarzami POZ. I tak mam bardzo dużo wątpliwości, czy z przeciążonego ponad miarę europejską POZ coś jeszcze da się wycisnąć...

Cieszy zapowiedź wzrostu nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc PKB, ale dochodzenie do tego przez 10 lat jest stanowczo zbyt wolne.

 

 

Bukiel: To zapowiedź kolejnej pseudoreformy

Dzielenie biedy w polskiej służbie zdrowia

Biała służba jest wkurzona

Radziwiłł: W systemie brakuje 35 mld zł

Do naprawy systemu jest potrzebna wola polityczna

"Marnotrawienie czasu lekarzy jest karygodne

W USA rosną dopłaty pacjentów do leczenia

Życie Polaka w cenie Big Maca

„Wiesz, on tak gada, bo musi”, czyli o roli przekonań w komunikacji

Miliard euro w prezencie

Nawet komuniści płacili lekarzom więcej

Polak wydaje na zdrowie 5,3 proc. dochodów

 

 

Incydent w rozmowach lekarzy rodzinnych z NFZ

 

 

 

Czy lekarze POZ przedłużą kontrakty z NFZ?

30 czerwca tracą ważność tegoroczne umowy z NFZ w podstawowej opiece zdrowotnej. Porozumienie Zielonogórskie – jedyna reprezentatywna organizacja świadczeniodawców POZ – od wielu tygodni negocjuje z funduszem warunki nowych umów. Ostatnie spotkanie jej przedstawicieli z p.o. prezesa NFZ (15 czerwca) nie zakończyło się żadnymi ustaleniami. Z notatki ze spotkania zamieszczonej na stronie NFZ wynika, że PZ nie przyjęło propozycji wzrostu wartości współczynników korygujących od 1 września 2016 r. W rzeczywistości jednak sedno braku porozumienia leży gdzie indziej:

-Nie było pola do jakichkolwiek rozmów, bo NFZ przedstawił błędne dane liczbowe, dotyczące finansowania POZ – wyjaśnia prezes PZ Jacek Krajewski. - Już po spotkaniu fundusz naprawił swój błąd, otrzymaliśmy inną wersję, tym razem prawidłową. Na tej podstawie jesteśmy gotowi dalej pracować nad kształtem nowych umów.
Negocjacje prowadzone przez Porozumienie Zielonogórskie dotyczą także przekazania na rzecz POZ części nadwyżki finansowej, wynikającej z tegorocznego planu finansowego NFZ. W opinii PZ, powstanie takiej nadwyżki to dobra okazja, by
zrealizować wielokrotne zapowiedzi ministra zdrowia o konieczności wzmocnienia POZ. Zdaniem Porozumienia Zielonogórskiego nie jest to możliwe bez ruchów finansowych. Wbrew propagandzie, szerzonej zwłaszcza za czasów b. ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, nie chodzi o to, że lekarze chcą więcej zarabiać. Największym problemem w POZ są wieloletnie błędy i zaniedbania kolejnych rządów, które doprowadziły do tego, że ten (jak sama nazwa wskazuje) PODSTAWOWY element systemu dryfuje na skraj zapaści.

-Pamiętajmy, że jesteśmy także pracodawcami – dodaje prezes PZ Jacek Krajewski. - Zatrudniamy choćby pielęgniarki, które w POZ są też zapracowane i powinny być odpowiednio wynagradzane. Nam zależy przede wszystkim na poprawie jakości świadczeń w POZ. Nie da się tego zrobić, jeśli obciążony biurokracją lekarz ma często dla pacjenta 7 minut. Lekarze POZ są coraz starsi, a młodzi nie są chętni do wybierania specjalizacji z medycyny rodzinnej i pracy w przychodniach. Luka pokoleniowa nieustannie się pogłębia, dlatego stworzenie mechanizmów – także finansowych – zachęty do pracy w POZ jest jedną z pilniejszych potrzeb reformy systemu.

 

"Nakłady na służbę zdrowia w Polsce są za niskie"

Lekarze rodzinni popierają postulaty rezydentów

 

rezydenci.org.pl

 

                       Rząd zapowiedział znaczne podwyżki płac w służbie zdrowia

Węgry - zapowiedź znacznych podwyżek w służbie zdrowia

Zarobki za oceanem

Karta kolonijna bez wpisu lekarza

Wielu organizatorów wypoczynku dla dzieci i młodzieży posługuje się nieaktualnymi wzorami kart kwalifikacyjnych, bezpodstawnie żądając wpisu lekarza. Naraża to rodziców na niepotrzebne wizyty w przychodni, gdzie w dodatku spotkają się z odmową – bo według obowiązujących przepisów to nie lekarz, ale rodzice podpisują się pod informacjami na temat zdrowia, zawartymi w formularzu.

-Tę kwestię regulują przepisy rozporządzenia ministra edukacji w sprawie wypoczynku dzieci i młodzieży (aktualna wersja z 30 marca 2016 r.) – wyjaśnia ekspert Porozumienia Zielonogórskiego Joanna Szeląg. – Załącznik nr 6 do tego rozporządzenia zawiera wzór karty kwalifikacyjnej uczestnika wypoczynku. Nie ma w nim miejsca na wpis lekarza. Pod rubrykami z informacjami o stanie zdrowia czy przebytych szczepieniach ochronnych podpisują się rodzice lub opiekunowie. To zresztą słuszne rozwiązanie, bo kolonie czy obozy dla dzieci to przecież zwykła zwykła rekreacja, nie ma potrzeby lekarskiej kwalifikacji.
Inna sprawa, gdy wypoczynek jest o podwyższonym ryzyku zdrowotnym (np. obóz sportowy). Wówczas po stronie organizatora leży odpowiednie zabezpieczenie, a dzieci powinny być kwalifikowane przez lekarza medycyny sportowej – czyli także nie przez lekarza rodzinnego.
Rozporządzenie ministra edukacji w sprawie wypoczynku dzieci i młodzieży było znowelizowane 30 marca 2016 r., ale brak kwalifikacji lekarskiej do wypoczynku dzieci i młodzieży nie jest nowością – obowiązuje od lat. Tym bardziej trudno zrozumieć, dlaczego niektórzy organizatorzy wciąż upierają się przy swoim.
 

 

"Przy systemie opartym o świstki papieru luki w dokumentacji są nieuniknione"

 

Konieczne zmiany w systemie przepływu danych medycznych

W opublikowanym niedawno raporcie na temat prowadzenia dokumentacji medycznej Najwyższa Izba Kontroli zwraca uwagę na nieprawidłowości, stwierdzone u większości kontrolowanych podmiotów. Część z nich według izby wynika z nienależytej staranności personelu. Takie przypadki w istocie zasługują na krytykę, jednak Porozumienie Zielonogórskie wskazuje, że sedno problemu leży gdzie indziej.

Skontrolowanym podmiotom podstawowej opieki zdrowotnej NIK zarzuca m.in. brak w dokumentacji informacji o przeprowadzonych zabiegach lub operacjach, pobytach w szpitalu czy poradach u specjalistów.
- Często o nich po prostu nie wiemy – tłumaczy lekarz rodzinny i ekspert Porozumienia Zielonogórskiego Małgorzata Stokowska-Wojda. - W praktyce wygląda to tak, że pacjent, który np. leczył się u specjalisty, otrzymuje od niego w formie papierowej informację dla lekarza POZ o przebiegu leczenia. Czy zaniesie ją do swojej przychodni? Jeden to zrobi, inny nie. Przy systemie, opartym o świstki papieru, luki w dokumentacji są nieuniknione i trudno z nich czynić zarzut lekarzom, którzy nie mają odpowiednich narzędzi. Takim narzędziem mógłby być choćby już funkcjonujący ZIP (Zintegrowany Informator Pacjenta), zawierający wszystkie dane medyczne. Mógłby – ale nie jest, bo z niezrozumiałych powodów lekarze nie mają do niego dostępu. Brak wiedzy lekarza na temat przebiegu leczenia jest niekorzystny przede wszystkim z punktu widzenia korzyści samego pacjenta.

Eksperci Porozumienia Zielonogórskiego wielokrotnie zwracali uwagę na nadmiar obowiązków biurokratycznych, dotyczących m.in. prowadzenia dokumentacji. Także NIK zauważa problem, podkreślając w raporcie brak czasu na uzupełnianie dokumentacji. Jednocześnie NIK we wnioskach pokontrolnych zwróciła się do ministra zdrowia o doprecyzowanie procedury udostępniania dokumentacji medycznej. W jej ocenie przepisy dotyczące prowadzenia i udostępniania dokumentacji medycznej nie precyzują niektórych kwestii istotnych w tej sprawie. „W efekcie świadczeniodawcy przyjmują w swojej działalności różne rozwiązania organizacyjne, nie zawsze korzystne dla pacjentów” - czytamy w raporcie.

-Warto jednak zauważyć, jak niewielka jest skala tego problemu, mimo że jest on często nagłaśniany (a wręcz wyolbrzymiany) np. przez Rzecznika Praw Pacjenta – dodaje Małgorzata Stokowska-Wojda. - NIK ustaliła, że do 24 świadczeniodawców objętych kontrolą w badanym okresie wpłynęło ok. 38 tysięcy wniosków o udostępnienie dokumentacji medycznej. Tymczasem skarg na nieprawidłowości związane z jej uzyskaniem było zaledwie 19.

 

 

Dwa dni protestu lekarzy

Rozkułaczyć lekarzy!

EDM rozwiązuje wieloletni spór o oryginały

Nowe zasady ordynacji leków i ich praktyczne skutki

Spotkanie z Prezesem NFZ



Dzisiaj – 5 maja 2016 – odbyło się spotkanie Zespołu Negocjacyjnego Porozumienia Zielonogórskiego z Prezesem Narodowego Funduszu Zdrowia Andrzejem Jacyną.
Strony uzgodniły, że od 1 kwietnia 2016 r. obowiązują następujące zasady pracy w POZ:
1. Sprawozdawczość indywidualna według PESEL przestaje obowiązywać od miesiąca kwietnia (ostatnia obowiązywała za miesiąc marzec)
2. Sprawozdawczość zbiorcza z badań diagnostycznych za pierwsze półrocze tego roku ma być wykonana do 20 lipca 2016 r.
3. Od pierwszego kwietnia zostaje zniesione wyliczanie wskaźnika badań diagnostycznych.
4. Od 1 kwietnia 2016 wszyscy lekarze POZ otrzymują stawkę bazową roczną w wysokości 144 zł.

Zespół przedstawił warunki niezbędne do realizacji świadczeń w POZ od 1 lipca 2016 – Prezes NFZ przyjął to do wiadomości i szczegółowej analizy. W stosownym czasie strony spotkają się ponownie w tej sprawie.

Jacek Krajewski
Marek Twardowski
Teresa Dobrzańska-Pielichowska
Marek Sobolewski
Tomasz Zieliński

 

Spotkanie w Ministerstwie Zdrowia

 

Prezes Federacji PZ Jacek Krajewski wraz z wiceprezesem Markiem Twardowskim spotkali się we wtorek 19 kwietnia b.r. z Ministrem Zdrowia Konstantym Radziwiłłem .Głównym tematem spotkania były zasady kontraktowania świadczeń w POZ , które będą obowiązywać od czerwca do końca 2016 roku.Podczas rozmów nie zapadły wiążące ustalenia.Zaplanowano kolejne spotkania poświęcone temu ważnemu dla wszystkich lekarzy POZ zagadnieniu.

 

Choroba systemu postępuje

Na ile obecny rząd wycenia pracę lekarza?

Podatek zdrowotny

Lekarze kontra media. Będą zespoły szybkiego reagowania?

Radziwiłł: Chcę zmienić system ochrony zdrowia w służbę zdrowia

 

Korzystałeś z opieki medycznej, a nie masz do tego uprawnień?

Spodziewaj się rachunku od NFZ

 

Oszczędności dla ZUS, dodatkowe obowiązki dla lekarzy

 

Bartosz Arłukowicz przewodniczącym sejmowej komisji zdrowia

                                 Podwyżki pielęgniarek kosztem pacjentów

 

                                           Podwyżki pielęgniarek kosztem nadwykonań

Czy system budżetowy wyjdzie nam na zdrowie?

Czy w Polsce zabraknie lekarzy?

Nowe wytyczne ERC dotyczące resuscytacji

NFZ: Niezbędne coroczne zwiększanie finansowania o ok. 500 mln zł

OECD: Pacjent w Polsce czeka i stara się przeżyć

Radziwiłł o planach PiS: Koordynacja, nie konkurencja

   Bukiel współczuje Radziwiłłowi

  • Współpłacenie...

    Kajdany, wersja 2.0

    Rumuńscy lekarze wywalczyli podwyżki

     

                 Gra w zielone i czerwone

    Miliard. W rozumie

    Kolejka do rejestracji w Centrum Onkologii. Trzeba czekać nawet... cztery godziny!

     

  • Hosting zapewnia

    Ostatnia aktualizacja tej witryny:18-06-24